Nie bądź lama!

Ty, tak ty, kimkolwiek jesteś i na ten blog zawitałeś!
Być może, coś źle kliknąłeś, być może Ci się nie chce...,
Ale zostaw komentarz, to uraduje me serce
Wasze komentarze motywują nas do działania i pomagają! Więc daj komka, nie bądź lama!

sobota, 14 maja 2016

No, no raz się przegrywa, raz się przegrywa czyli o inwencji twórczej... a raczej jej braku

Wygląda na to, że zostałam sama na polu boju. No cóż, raz się przegrywa, raz się przegrywa.
Tu jest chyba ten moment, w którym ogłaszam wszem i wobec, że przegrałam, kończę pisać. Tak, wiem, jeszcze kilka miesięcy temu pisałam, że jest to dla mnie wszystkim.

...Ale teraz już bardziej niczym, bo nic nie piszę już od dość długiego czasu. Moja druga część książki leży nie dokończona, ba powiedzieć, że jest rozwinięta to byłoby kłamstwem, więc hmm... na pewno jest zaczęta. I na tym etapie już chyba pozostanie.

Od początku pierwszej gimnazjum napisałam ponad sto fraszek, tej klasie też pisałam na nie legalu moje pierwsze duże opowiadanie, jeszcze fantasy, o aniołach.  Nie skończyłam go, pogubiłam zeszyty. część spaliłam a napisałam w sumie dwieście- ileś tam storn.

No i w końcu zaczęłam pisać "dzieło moich lekcji chemii" czyli tak bardzo ambitną, oryginalną, opowieść o szkole i zbuntowanych nastolatkach. Było to dla mnie całym życiem, pisałam pierwszą część pod koniec pierwszej g, a na wakacjach skończyłam i nawet przepisałam na komputer, też dwieście- ileś tam stron.

Skończyłam, wydrukowałam na domowej drukarce, zaprojektowałam nawet okładkę, bo lubię rysować i zaczęłam pisać drugą cześć. Sto stron. Zaczęłam też przepisywać na kompa, ale nie skończę. Coraz częściej siadałam przed tym durnym zeszytem i tylko gapiłam się na kartki w kratki. Byłam taka zafascynowana, miałam tyle pomysłów, ale potem szlak trafił dalszą część, coraz rzadziej pisałam więc straciło to siłą rzeczy jakąś ciągłość. No i na tym stanęło, na niedokończonym zdaniu, nie dokończonej opowieści o czwórce nastolatków.

Potem jeszcze próbowałam, sklecić jakąś dalszą część dr. Housa na papiersze, skończyło się na nie całych dwóch stronach. Potem na chemii powstał jaki- taki prolog do książki typu "Czerwona królowa" czy "Rywalki". Ale na tej samej lekcji trafił podarty do kosza. 

Tak więc,  kończę.

Może na blogu od czasu do czasu się pojawię, z jakąś recenzją, albo przemyśleniem. Ale żadnych opowiadań nie będzie, w sumie... nigdy ich nie było. Papatki.

Hope.



"Kończyć coś to równocześnie coś rozpocząć"

"Teoretycznie to już koniec, ale praktycznie w środku coś jednak nie pozwala zapomnieć."

"I'm sorry I pushed you away. It;s what I do when I'm afraid."




sobota, 7 maja 2016

"Wbijaj na kwadrat" czyli lekcja języka polskiego

W mojej szkole ogólnie cały czas jest zabawnie i wszyscy śmiejemy się z czego popadnie.
Dzisiaj nie było inaczej a entuzjazm i tzw. ADHD udzielało nam się jak zwykle, jednak atmosfera na  ostatniej lekcji była trochę... no nazwać ją "luźną" to za mało. Był nią polski, bo niestety odwołali nam wf na którym zwykle byśmy się wyszaleli. Lekcja, temat: "Styl- czyli (to czego nam brakuje) język odpowiedni do sytuacji". Po kilku nudnych wykresach rozróżniających styl artystyczny od publicystycznego, przeszliśmy do tekstu z podręcznika, w którym pojawiały się z pewnością wszystkim dobrze znane zwroty typu: wbijaj... (może nie na kwadrat) ale na chatę, skróty: zw, cr, nwm, lol, SWAG, elo mordo i takie tam inne.

Nikt nie z nas natomiast nie słyszał o słowach pojawiających się na dzisiejszej lekcji w podręczniku jak: dereń, czerep, immunitet, insurekcja, pomijam fakt, że pochodzą one z obcych języków, ale yolo.

Jak zaczęliśmy rozmawiać o naszych wpadkach wiedzowych i językowych przypomniało nam się co takiego. Że przecież każdy inteligent wie, że "Hefajstos był mechanikiem", "Prometeusz ukradł ludziom ogień", "Syzyf był bardzo złym człowiekiem, który turlikał kamyczek pod górę i że ten kamyczek mu się wymsknął, gdy był już prawie, prawie na końcu dlatego też został ukarany przez bogów Olimpu", a  "Persefona była żoną Zeusa". Tak, wiem Mitologia Grecka- opanowana PRAWIE do perfekcji.

Podobnie jak "Zemsta". Temat lekcji brzmiał: "Aleksander Fredro- Zemsta. Test z lektury- to jest jakaś porażka".

Często też zdarza się tak, że zamiast rozmawiać na polskim o "Panu Tadeuszu", komuś nagle przypomina się, że w szóstej klasie miał zamiar zadać pani od WDŻR nurtujące pytanie, ale albo zapomniał, albo pani go olała. Na szczęście na polonistów zawsze można liczyć, i niezwykle fascynujący życiorys Adama Mickiewicza zostaje zastąpiony dyskusjami o aborcji, IN VITRO itp.

Również w kwestiach wiary możemy zwrócić się do pani od polaka, jak przystało na porządnych polonistów zaczynamy rozmawiać o książkach typu... "Harry Potter", no bo czy to przypadek, że na stronie sześćset sześćdziesiąt sześć znajduje się opis obrzędów satanistycznych?

Czasami jednak przeginamy i to dość mocno, albo "wypuszczamy się jak gumka z majtek" gdy nikt nie ma zamiaru słuchać o naszych wątpliwościach. Wtedy pani bierze pisak do tablicy, przywołuje kogoś z nas wzrokiem, woła: "orientuj się" i rzuca. Jeśli ktoś złapie, ma szczęście i jeszcze dwa upomnienia w rezerwie. Jeśli nie.., strach pomyśleć co będzie się dziać.

A wtedy zacznie się wpisywanie uwag. Uwag pod tytułem "rzuca granatem podczas lekcji", "śpiewa na lekcji muzyki" i takie tam, inne...

Za rok egzaminy i zobaczymy czy będziemy wiedzieć coś oprócz tego, że "Harry Potter to zło wcielone".