W mojej szkole ogólnie cały czas jest zabawnie i wszyscy śmiejemy się z czego popadnie.
Dzisiaj nie było inaczej a entuzjazm i tzw. ADHD udzielało nam się jak zwykle, jednak atmosfera na ostatniej lekcji była trochę... no nazwać ją "luźną" to za mało. Był nią polski, bo niestety odwołali nam wf na którym zwykle byśmy się wyszaleli. Lekcja, temat: "Styl- czyli (to czego nam brakuje) język odpowiedni do sytuacji". Po kilku nudnych wykresach rozróżniających styl artystyczny od publicystycznego, przeszliśmy do tekstu z podręcznika, w którym pojawiały się z pewnością wszystkim dobrze znane zwroty typu: wbijaj... (może nie na kwadrat) ale na chatę, skróty: zw, cr, nwm, lol, SWAG, elo mordo i takie tam inne.
Nikt nie z nas natomiast nie słyszał o słowach pojawiających się na dzisiejszej lekcji w podręczniku jak: dereń, czerep, immunitet, insurekcja, pomijam fakt, że pochodzą one z obcych języków, ale yolo.
Jak zaczęliśmy rozmawiać o naszych wpadkach wiedzowych i językowych przypomniało nam się co takiego. Że przecież każdy inteligent wie, że "Hefajstos był mechanikiem", "Prometeusz ukradł ludziom ogień", "Syzyf był bardzo złym człowiekiem, który turlikał kamyczek pod górę i że ten kamyczek mu się wymsknął, gdy był już prawie, prawie na końcu dlatego też został ukarany przez bogów Olimpu", a "Persefona była żoną Zeusa". Tak, wiem Mitologia Grecka- opanowana PRAWIE do perfekcji.
Podobnie jak "Zemsta". Temat lekcji brzmiał: "Aleksander Fredro- Zemsta. Test z lektury- to jest jakaś porażka".
Często też zdarza się tak, że zamiast rozmawiać na polskim o "Panu Tadeuszu", komuś nagle przypomina się, że w szóstej klasie miał zamiar zadać pani od WDŻR nurtujące pytanie, ale albo zapomniał, albo pani go olała. Na szczęście na polonistów zawsze można liczyć, i niezwykle fascynujący życiorys Adama Mickiewicza zostaje zastąpiony dyskusjami o aborcji, IN VITRO itp.
Również w kwestiach wiary możemy zwrócić się do pani od polaka, jak przystało na porządnych polonistów zaczynamy rozmawiać o książkach typu... "Harry Potter", no bo czy to przypadek, że na stronie sześćset sześćdziesiąt sześć znajduje się opis obrzędów satanistycznych?
Czasami jednak przeginamy i to dość mocno, albo "wypuszczamy się jak gumka z majtek" gdy nikt nie ma zamiaru słuchać o naszych wątpliwościach. Wtedy pani bierze pisak do tablicy, przywołuje kogoś z nas wzrokiem, woła: "orientuj się" i rzuca. Jeśli ktoś złapie, ma szczęście i jeszcze dwa upomnienia w rezerwie. Jeśli nie.., strach pomyśleć co będzie się dziać.
A wtedy zacznie się wpisywanie uwag. Uwag pod tytułem "rzuca granatem podczas lekcji", "śpiewa na lekcji muzyki" i takie tam, inne...
Za rok egzaminy i zobaczymy czy będziemy wiedzieć coś oprócz tego, że "Harry Potter to zło wcielone".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz