Dom, szkoła, dom, szkoła, dom, sen, dom, szkoła... Ktoś zna ten schemat? Jest też opcja z pracą, ale nie o to mi chodzi. Patrząc na to wszystko można zauważyć, że tak naprawdę NASZ czas, nie jest naszym czasem. Czasem mam wrażenie, że myśmy go tylko pożyczamy od tego co nas otacza. Od zadań domowych, od komputera, od pracy... Nic własnego. Nasz czas nie jest nasz. Żyjemy zabiegani, gubimy siebie i to co ważne dla NAS, w stercie obowiązków, żmudnych prac i problemowi podołania wymaganiom jakie inni narzucili nam. Tak żyjemy. Najpierw budzimy się, pędzimy do szkoły albo do pracy. W szkole uczymy się, pracujemy, ogólnie jesteśmy nią pochłonięci (nie tyle samą szkołą, co życiem towarzyskim). Rozmawiasz, biegasz, śmiejesz się itp. Potem wracasz, co poniektórzy dalej mają głowę w szkole, robią zadania, przepisują, uczą się, bo trza zdać na jaką przyzwoitą ocenę. Inni to zlewają, idą gdzieś na miasto, do galerii, do kina, ogólnie sterta przyjemności. Moja mama twierdzi, że galerie handlowe wysysają z ludzi energię i się nie myli. Wracasz do domu, siadasz do kompa i od razu albo FB albo instagram, albo blogger ;), albo LOL, albo Wiedźmin, opcji jest wiele...
Cały czas coś robimy. Ale nie serio, my cały czas coś robimy. W dzisiejszych czasach istnieje parcie, aby robić COŚ. To co robisz może być w danym momencie kompletnie nieefektywne, ale ważne żebyś robił COŚ. Nawet jeśli to jest naparzanie w LOL-a 24/7. Oj wiem, starzy będą się czepiać, ale nie oto chodzi. I tu nie chodzi o to, że granie na komputerze jest złe. Tu chodzi o... Czas. My go nie mamy. To jest czas komputera, nie twój czas. To jest czas szkoły, nie twój czas. To jest czas książki, nie twój czas. Ludzie dzielą wszystko po to, by zostało im więcej czasu. Tworzą plan dnia, nastawiają budziki, cały czas się spieszą, po to by ZDĄŻYĆ NA CZAS. Tylko gdzie ten czas jest? Ty śpieszysz do czegoś, po coś, biegniesz za czasem, a biegnąc za nim, bezpowrotnie go tracisz. I już.
Spróbuj tak. Odłóż wszystko. Wszystko. Nawet komputer, książkę, laptopa, szminkę, wszystko. Wyjdź i idź ulicą. Pójdź do lasu, parku, najlepiej gdzieś gdzie jest zielono. Nie myśl o niczym. Po prostu ciesz się spacerem, patrz na ludzi przechodzących obok ciebie, szukaj ładnych kwiatów, myśl o tym co widzisz. O tym co przyjemne. Jak już dojdziesz do wybranego miejsca, usiądź, albo najlepiej połóż się na trawię. Wygodnie, prawda? Spróbuj nie robić nic. Po prostu leż, nie myśl o niczym ważnym, o tym, że masz wrzucić jeszcze kilka fotek na Instagrama, że chłopak do ciebie na FB napisał, że masz kilka nieodebranych snapów. Najlepiej komórek zostaw w domu, może być zbyt dużą pokusą. Połóż się i leż. Popatrz na niebo, popatrz na chmury. Jak nie ma słońca, to popatrz na drzewa. jak leje deszcz, parapet w domu, też może się nadawać do wykonania tego ćwiczenia. W sumie to nawet nie jest ćwiczenie, to przyjemne doświadczenie odzyskiwania czasu. I jak? Lepiej? Przestań biec i uważaj, bo jeszcze dostaniesz zadyszki.
Blog trzech śmiałych dziewczyn o marzeniach, ich życiu, tym co im siedzi w głowie i co przelewają na papier!
sobota, 12 grudnia 2015
piątek, 4 grudnia 2015
Melancholia
Dygresja
Melancholia... znacie to? uczucie?
W języku potocznym to zasmucenie związane ze wspomnieniami, stan lekkiego przygnębienia.
W dawnym języku medycznym stosowano ten termin na określenie schorzenia psychicznego, które obecnie znane jest jako depresja.
W literaturze pięknej występuje również pojęcie melancholijny oznaczające stan permanentnego smutku, nostalgii.
A teraz koniec tego faszerowania się wikipedią. Czuliście się kiedyś tak, że wydawałoby się, że łzy nigdy nie przestaną płynąć? Było Wam tak smutno, bez jakiegoś konkretnego powodu? Czuliście się winni, albo faktycznie zawiniliście? To straszne uczucie, kiedy wątpimy w siebie, cały świat staje się szary, a nasz życie... dzieje się tak jakby w odległości.
Według psychologów jest to jednoznaczne z depresją. Ja jednak, nie jestem tego taka pewna. I właśnie, teraz muszę uważać, żeby nie zacząć pisać o cięciu się itp.
Też czasami macie dość wszystkiego? Chcecie tylko znaleźć się w łóżku lub w ramionach przyjaciela? Macie nawet dość ukochanej piosenki?
Ostatnio tak miałam. Biedna Burza musiała wysłuchiwać moich jęków... KOCHANA BURZA. Choć w sumie, pomimo tego że jest kochana chyba nie powinnam do niej wtedy przychodzić. Mam to do siebie, że mam skłonności do ranienia ludzi gdy jestem nie w humorze. A podczas bólu głowy go zawsze mi brakuje.Jednak katar, gorączka i złe samo poczucie mogą się czasem przyczynić do przypływu weny twórczej... Chyba, że stan nie pozwala pisać. Wtedy zaczyna się prawdziwa katastrofa.
Często przekładam moje aktualne samopoczucie na zachowanie bohaterów w książce. Nawet jeśli nie ma to żadnego sensu. Zmieniam wtedy poprzednią część, zamiast po prostu dać sobie spokój. Moja książka jest więc jednym wielkim natłokiem moich uczuć i emocji. Ale spokojnie nie piszę o swoim nudnym (czasami) życiu.
Czasami zdarza mi się wyolbrzymiać, ale jak to się mówi "licencja poetica".
Istnieje w nas potrzeba,
Niepotrzebna- cierpienia.
Jedni cierpią, inni,
Myślą, że cierpieć powinni.
Melancholia... znacie to? uczucie?
W języku potocznym to zasmucenie związane ze wspomnieniami, stan lekkiego przygnębienia.
W dawnym języku medycznym stosowano ten termin na określenie schorzenia psychicznego, które obecnie znane jest jako depresja.
W literaturze pięknej występuje również pojęcie melancholijny oznaczające stan permanentnego smutku, nostalgii.
A teraz koniec tego faszerowania się wikipedią. Czuliście się kiedyś tak, że wydawałoby się, że łzy nigdy nie przestaną płynąć? Było Wam tak smutno, bez jakiegoś konkretnego powodu? Czuliście się winni, albo faktycznie zawiniliście? To straszne uczucie, kiedy wątpimy w siebie, cały świat staje się szary, a nasz życie... dzieje się tak jakby w odległości.
Według psychologów jest to jednoznaczne z depresją. Ja jednak, nie jestem tego taka pewna. I właśnie, teraz muszę uważać, żeby nie zacząć pisać o cięciu się itp.
Też czasami macie dość wszystkiego? Chcecie tylko znaleźć się w łóżku lub w ramionach przyjaciela? Macie nawet dość ukochanej piosenki?
Ostatnio tak miałam. Biedna Burza musiała wysłuchiwać moich jęków... KOCHANA BURZA. Choć w sumie, pomimo tego że jest kochana chyba nie powinnam do niej wtedy przychodzić. Mam to do siebie, że mam skłonności do ranienia ludzi gdy jestem nie w humorze. A podczas bólu głowy go zawsze mi brakuje.Jednak katar, gorączka i złe samo poczucie mogą się czasem przyczynić do przypływu weny twórczej... Chyba, że stan nie pozwala pisać. Wtedy zaczyna się prawdziwa katastrofa.
Często przekładam moje aktualne samopoczucie na zachowanie bohaterów w książce. Nawet jeśli nie ma to żadnego sensu. Zmieniam wtedy poprzednią część, zamiast po prostu dać sobie spokój. Moja książka jest więc jednym wielkim natłokiem moich uczuć i emocji. Ale spokojnie nie piszę o swoim nudnym (czasami) życiu.
Czasami zdarza mi się wyolbrzymiać, ale jak to się mówi "licencja poetica".
Istnieje w nas potrzeba,
Niepotrzebna- cierpienia.
Jedni cierpią, inni,
Myślą, że cierpieć powinni.
wtorek, 24 listopada 2015
Zakochana w śmierci czyli "Plaga samobójców"
"Plaga samobójców"
Suzanne Young
"Od pewnego czasu w USA śmiertelnie żniwo zbiera podstępna choroba. Zarażane nastolatki nie umieją walczyć z narastającym przygnębieniem i poczuciem bezsensu, które popychają ich do ostatecznego kroku; samobójstwa"
Rzeczywistość w którym słowo: "Smutek" i "depresja" są zakazane. Program mający na celu ochraniać przed targnięciem na swoje życie prowadzi,... właśnie do tego.
Udawanie perfekcji i nie okazywanie uczuć? To trudniejsze niż się zdaje. Sloane jest silna, wierzy w to i wierzy w to również jej chłopak- James. Starają się śmiać, wygłupiać i bawić się oraz uczyć się pływać razem z bratem Sloane.
Jednak jak długo można wytrzymać widząc, że jest nas coraz mniej? Że przyjaciele zabijają się, inni trafiają do Programu. Potem wracają, inni, zmienieni... bez wspomnień.
Brat Sloane nie wytrzymał, choć istnieją również wersje, że po prostu się utopił. Sloane i Jamesa dopada depresja, a wraz z nią, to co nieuniknione- Program.
Nie odchodzą razem. James, choć pozornie silniejszy odchodzi pierwszy. Odchodzą jego wspomnienia. Następna jest Sloane.
Czy da się zachować wspomnienia? Czy przy drastycznej terapii istnieje na to jakiś sposób? Czy James i Sloane jeszcze kiedykolwiek się spotkają?
Zakochałam się!! I tak, wiem piszę to przy każdej recenzji ale... taka prawda. Płakałam, wrzeszczałam. Jeśli ktoś uważa, że dobra książka powinna wzbudzać w nas emocje. To "Plaga samobójców" jest czymś o wiele więcej...
Może i nie stało tak się nigdy naprawdę, ale wierzę, że kiedyś bardzo prawdopodobne jest, że tak się właśnie stanie, Niezwykle smutna i ujmująco prawdziwa.- Hope,
poniedziałek, 16 listopada 2015
UWAGA SPOILER!!! - Opowiadanie inspirowane Niezgodną
Napisane dzięki mojej koleżance, która jest z resztą wielką fanką tej serii. I jej to dedykuje.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tris otworzyła oczy. Wzięła głęboki wdech. Gdzie ja jestem?, to pytanie dźwięczało w jej głowie. Kim jestem? Powoli uniosła się na łokciach, omiatając wzrokiem okolice. Spróbowała wstać, czekając na ból, który przeszyje jej czaszkę na wskroś. Ale nic nie poczuła. Dlaczego w ogóle czekała na ból? Nie wiedziała. Stała na łące, której trawa była koloru złota. Przykucnęła, głaszcząc lśniące źdźbła. Były przyjemne w dotyku. Nagle jej dłoń natrafiła na coś wilgotnego. Momentalnie wyprostowała się i odskoczyła. Woda. Rozluźniła się i stanęła nad brzegiem niewielkiego oczka wodnego. Pochyliła się nad nieruchomą taflą, której nieskazitelność zakłócało jedynie odbicie białego obłoczka, sunącego leniwie po niebie. Spojrzała na siebie z góry. Ze stawu zerkała na nią para brązowych oczu. To byłam ja? Ta dziewczyna w stawie była tym kim ja jestem? To ja? Pytania pozostały bez odpowiedzi. Poprawiła czarną kurtkę, zsuwającą się z jednej strony. Koszulka obsunęła się, odsłaniając czarne ślady na jej obojczyku. Zastygła w miejscu, wpatrując się we wzór. Z przyspieszonym oddechem, wyciągnęła dłoń i delikatnie przesunęła palcami po tatuażu. Te ptaki.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tris otworzyła oczy. Wzięła głęboki wdech. Gdzie ja jestem?, to pytanie dźwięczało w jej głowie. Kim jestem? Powoli uniosła się na łokciach, omiatając wzrokiem okolice. Spróbowała wstać, czekając na ból, który przeszyje jej czaszkę na wskroś. Ale nic nie poczuła. Dlaczego w ogóle czekała na ból? Nie wiedziała. Stała na łące, której trawa była koloru złota. Przykucnęła, głaszcząc lśniące źdźbła. Były przyjemne w dotyku. Nagle jej dłoń natrafiła na coś wilgotnego. Momentalnie wyprostowała się i odskoczyła. Woda. Rozluźniła się i stanęła nad brzegiem niewielkiego oczka wodnego. Pochyliła się nad nieruchomą taflą, której nieskazitelność zakłócało jedynie odbicie białego obłoczka, sunącego leniwie po niebie. Spojrzała na siebie z góry. Ze stawu zerkała na nią para brązowych oczu. To byłam ja? Ta dziewczyna w stawie była tym kim ja jestem? To ja? Pytania pozostały bez odpowiedzi. Poprawiła czarną kurtkę, zsuwającą się z jednej strony. Koszulka obsunęła się, odsłaniając czarne ślady na jej obojczyku. Zastygła w miejscu, wpatrując się we wzór. Z przyspieszonym oddechem, wyciągnęła dłoń i delikatnie przesunęła palcami po tatuażu. Te ptaki.
Tris. Kolana się pod nią ugięły, gdy zalała ją fala wspomnień. Patrzyła na to wszystko jak film, jak na historię w której nie uczestniczyła.
-Ja..... nie żyje?
Podniosła dłoń do twarzy, jakby chciała sprawdzić czy nadal jest materialna. Była. Szloch wstrząsną całym jej ciałem, choć nawet nie zauważyła, że płacze. Wyciągnęła rękę w kierunku sadzawki. Przechyliła się, chcąc wniknąć w błękitną taflę, zapaść się i powrócić tam skąd odeszła. Jednak gdy tylko opuszki jej palców zetknęły się z gładką powierzchnią, wiatr dmuchną i Tris upadła na złotą trawę.
-Nie, nie, nie! - krzyczała przez łzy. Oczko wodne zniknęło. Złote źdźbła delikatnie, pod wpływem wiatru, muskały jej skórę jak kiedyś On.
- Tris - cichy głos przebił się przez smutek i żal jakimi ogarnięty był jej umysł. Znała ten głos.
-Mama? - uniosła się na łokciach, rozpaczliwie rozglądając na boki.
- Tris - na wzgórzu stała postać, jednak słońce lśniące plecami postaci nie pozwalało dojrzeć twarzy. Jednak po chwili rozpoznała znajomą sylwetkę. Wstała i, ślizgając się na trawie, podbiegłą do kobiety.
-Beatris - to imię zostało wypowiedziane z taką miłością. Wtuliła się w kobietę, czując się ponownie jak mała dziewczynka, której ciepły uścisk mamy odganiały nocne koszmary.
-Mamo, ja...
-Ciii kochanie, wiem. Ale już wszystko będzie dobrze. Obiecuję - szeptała jej do ucha. Ponad ramieniem mamy, Tris dojrzała kolejne znajome twarze. Poczuła jak po policzkach spływają jej łzy. Łzy ulgi i radości. Oni wszyscy, Ci o których myślała, że ich straciła, Ci których kochała, byli tu. Odwróciła swój wzrok, na miejsce gdzie wcześniej spoczywała sadzawka.
-Czekam na Ciebie, Cztery.
Mam nadzieję, że wam się spodobało, jednak nie mam za bardzo pomysłu na tytuł. Jakieś propozycje? Czekam. Burza.
-Ja..... nie żyje?
Podniosła dłoń do twarzy, jakby chciała sprawdzić czy nadal jest materialna. Była. Szloch wstrząsną całym jej ciałem, choć nawet nie zauważyła, że płacze. Wyciągnęła rękę w kierunku sadzawki. Przechyliła się, chcąc wniknąć w błękitną taflę, zapaść się i powrócić tam skąd odeszła. Jednak gdy tylko opuszki jej palców zetknęły się z gładką powierzchnią, wiatr dmuchną i Tris upadła na złotą trawę.
-Nie, nie, nie! - krzyczała przez łzy. Oczko wodne zniknęło. Złote źdźbła delikatnie, pod wpływem wiatru, muskały jej skórę jak kiedyś On.
- Tris - cichy głos przebił się przez smutek i żal jakimi ogarnięty był jej umysł. Znała ten głos.
-Mama? - uniosła się na łokciach, rozpaczliwie rozglądając na boki.
- Tris - na wzgórzu stała postać, jednak słońce lśniące plecami postaci nie pozwalało dojrzeć twarzy. Jednak po chwili rozpoznała znajomą sylwetkę. Wstała i, ślizgając się na trawie, podbiegłą do kobiety.
-Beatris - to imię zostało wypowiedziane z taką miłością. Wtuliła się w kobietę, czując się ponownie jak mała dziewczynka, której ciepły uścisk mamy odganiały nocne koszmary.
-Mamo, ja...
-Ciii kochanie, wiem. Ale już wszystko będzie dobrze. Obiecuję - szeptała jej do ucha. Ponad ramieniem mamy, Tris dojrzała kolejne znajome twarze. Poczuła jak po policzkach spływają jej łzy. Łzy ulgi i radości. Oni wszyscy, Ci o których myślała, że ich straciła, Ci których kochała, byli tu. Odwróciła swój wzrok, na miejsce gdzie wcześniej spoczywała sadzawka.
-Czekam na Ciebie, Cztery.
niedziela, 15 listopada 2015
"Mara Dyer- Tajemnica", "Przemiana" i "Zemsta"
Jest to trylogia o niezwykłym życiu Mary. Nie jest to fantasy, choć zawiera fragmenty irracjonalne. Nie jest to też horror, ale czytając bałam się bardziej niż przy innych książkach tego typu. Nie jest to również mdłe romansidło, choć niewątpliwie wątek miłosny ubarwia tę niesamowitą historię, zwykłej nastolatki..
Po tragicznym wypadku Mara traci pamięć i zaczyna widzieć śmierć innych ludzi na chwilę przed jej nastąpieniem. Od tej chwili nic nie jest zwyczajne... Kim tak naprawdę jest Mara?
"Gdy niemożliwe staje się rzeczywistością...
Po tragicznych zdarzeniach z przeszłości Mara Dyer robi wszystko aby powrócić do normalnego życia. Lekarze, nauczyciele, rodzina- niemal wszyscy są przekonani, że powtarzające się wizje to jedynie efekt traumy, jaką Mara przeżyła w ruinach zakładu psychiatrycznego. Z czasem ona sama również przestaje sobie ufać- ale przeszłość wciąż o sobie przypomina... Nieustannie towarzyszy jej przeczucie, że ktoś śledzi każdy jej krok- i, że nie odejdzie, dopóki nie dokona upragnionej zemsty. Tylko Noah zdaje się wierzyć, że tajemnicze wydarzenia to nie wina jego ukochanej..."
Nigdy jeszcze nie przeczytałam jednej trylogii w jeden dzień! No, jak widać to już przeszłość. Nie jest to książka w której da się przewinąć jedną stronę bez jej czytania. Bo wtedy stracimy tak dużo, że nie odnajdziemy się na następnej stronie, stracimy wątek. Czytałam, chłonęłam każde słowo. Nie jest to też książka w której możemy przewidzieć cokolwiek, co stanie się za chwilę. Zwroty akcji i niespodzianki znajdują się na każdej stronie.
Książka niewiarygodnie gra na emocjach, to chyba jest najważniejsze. Jednak treść daje też dużo do przemyślenia. Nie wiem jak powinnam określić emocje z nią związane. NIEZWYKŁA, NIESAMOWITA, NIEMOŻLIWA, NIEWIARYGODNA, INNA.
- Hope. :)
PS: "Naprawdę nie nazywam się Mara Dyer, ale mój prawnik powiedział, że muszę się na coś zdecydować..."
Po tragicznym wypadku Mara traci pamięć i zaczyna widzieć śmierć innych ludzi na chwilę przed jej nastąpieniem. Od tej chwili nic nie jest zwyczajne... Kim tak naprawdę jest Mara?
"Gdy niemożliwe staje się rzeczywistością...
Po tragicznych zdarzeniach z przeszłości Mara Dyer robi wszystko aby powrócić do normalnego życia. Lekarze, nauczyciele, rodzina- niemal wszyscy są przekonani, że powtarzające się wizje to jedynie efekt traumy, jaką Mara przeżyła w ruinach zakładu psychiatrycznego. Z czasem ona sama również przestaje sobie ufać- ale przeszłość wciąż o sobie przypomina... Nieustannie towarzyszy jej przeczucie, że ktoś śledzi każdy jej krok- i, że nie odejdzie, dopóki nie dokona upragnionej zemsty. Tylko Noah zdaje się wierzyć, że tajemnicze wydarzenia to nie wina jego ukochanej..."
Nigdy jeszcze nie przeczytałam jednej trylogii w jeden dzień! No, jak widać to już przeszłość. Nie jest to książka w której da się przewinąć jedną stronę bez jej czytania. Bo wtedy stracimy tak dużo, że nie odnajdziemy się na następnej stronie, stracimy wątek. Czytałam, chłonęłam każde słowo. Nie jest to też książka w której możemy przewidzieć cokolwiek, co stanie się za chwilę. Zwroty akcji i niespodzianki znajdują się na każdej stronie.
Książka niewiarygodnie gra na emocjach, to chyba jest najważniejsze. Jednak treść daje też dużo do przemyślenia. Nie wiem jak powinnam określić emocje z nią związane. NIEZWYKŁA, NIESAMOWITA, NIEMOŻLIWA, NIEWIARYGODNA, INNA.
- Hope. :)
PS: "Naprawdę nie nazywam się Mara Dyer, ale mój prawnik powiedział, że muszę się na coś zdecydować..."
sobota, 14 listopada 2015
Moje wypracowanie
Hejka to ja Eona... Zwykle denerwują
mnie tematy prac szkolnych, nigdy nie wiadomo co napisać i czy spodoba się
pani, jaka będzie ocena... Za zwyczaj nie jestem zadowolona z prac, które
oddaje, ale ostatnio stwierdziłam, że mogę być dumna z tego co napiszę i nie
ważne co pani powie... Oto rezultat, co sądzicie?
„Długa droga - moje największe zwycięstwo”
Jestem tu już rok. Rok temu po powrocie do domu ujrzałam policyjny radiowóz. Powiedzieli "Nie żyją, zginęli w wypadku samochodowym".
Z późniejszych
dni niewiele pamiętam. Jakieś puste sale, białe ściany, jasno jarzące się
lampki, ludzie w szpitalnych ubraniach, przytłumione głosy.
Spędziłam wiele tygodni płacząc w poduszkę.
Wszyscy
mówili: "To powinno się już skończyć", " Przecież minęło już
wystarczająco dużo czasu"
Nie
mieli jednak pojęcia o tym, przez co przechodziłam, pod naciskiem ich wyzwisk i
ciągłych plotek, przestałam płakać. Mój ból rósł we mnie. Byłam jak tykająca
bomba, którą wystarczy dotknąć, by wybuchła i zniszczyła wszystko wokół siebie.
Przylgnęło do mnie przezwisko "wariatka".
Dni
są takie same. Każdy, kto jest tu dłużej, przestaje je liczyć. Siedzę w kącie
mojego pokoju. Nie mogę spać. Dręczą mnie koszmary, a w nich moi rodzice giną.
Zawsze.
Zaczynam zapominać ich twarze, tembr głosu.
Przeraża mnie to. Boję się wszystkiego.
Zasypiam.
***
Budzę się na podłodze, skostniała z
zimna. Wyjątkowo udało mi się przespać całą noc. Przez okno wpadają promienie
porannego słońca. Patrzę na zegar. Jest 6:30. Opieram głowę o ścianę i zamykam
oczy. Widzę obrazy, te same co zawsze. Ich śmierć przedstawiona na miliony
sposobów. Z przerażeniem zrywam się z podłogi. Dyszę ciężko. Już nigdy nie będę
mogła spokojnie zamknąć oczu.
Była
siódma kiedy usłyszałam ciche pukanie. Nie odpowiedziałam. Jak zwykle. Drzwi
rozchyliły się lekko, ujrzałam starszego mężczyznę, był ubrany na biało, jak
wszyscy tutaj. "Znów ktoś przyszedł, będzie pewnie czegoś chciał "
-Mogę wejść? - zapytał. Jego głos był
spokojny. Milczałam. Wszedł do pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
-Chciałbym porozmawiać - powiedział.
Znów nie odpowiedziałam.
-Nazywam się doktor Lunel. Będę...
Przez godzinę coś opowiadał. Ja tylko
siedziałam, a w głowie miałam pustkę, nic z tego, co mówił nie docierało do
mnie. Następnego dnia przyszedł inny, a potem kolejny i jeszcze jeden. Każdy
działał tak samo i każdy otrzymał ode mnie tyle samo uwagi. Nie wypowiedziałam
ani słowa.
Tej
nocy znów dręczyły mnie koszmary, budziłam się niezliczoną ilość razy mokra od
potu, z krzykiem na ustach. Nad ranem dałam sobie spokój z próbami zaśnięcia,
siedziałam tylko na łóżku z szeroko otwartymi oczami. Starając się nie myśleć.
Nie myśleć o nich.
***
Gdy
się ocknęłam, zobaczyłam nad sobą lekko pomarszczoną twarz kobiety. Była to
starsza pani uśmiechająca się do mnie promiennie.
-Hej! Nazywam się Barbara, ale możesz mówić do mnie Baśka. A ty jak masz na imię?
-Hej! Nazywam się Barbara, ale możesz mówić do mnie Baśka. A ty jak masz na imię?
Nieznacznym ruchem ręki wskazałam na
swój podkoszulek, był to standardowy T-shirt. Dostałam go na początku mojego
pobytu tutaj. Litery trochę już wyblakły, ale dało się odczytać moje imię.
Dominika. -Dominika, tak? - wpatrzyłam się w
ścianę. -Czym się interesujesz ? - powinnam być
na nią zła, ignorować ją, tak jak robiłam to z innymi, a jednak pokazałam jej
jak mam na imię. Tylko czemu? -Ja na przykład uwielbiam góry.
Kiedyś... - słuchałam jej, choć chciałam wierzyć, że jest inaczej. Opowieść
była ciekawa, momentami zabawna. Gdy mówiła, pierwszy raz od bardzo dawna
poczułam coś. Szczęście.
***
Pierwszy raz od Ich śmierci miałam sen
który nie był koszmarem.
Pierwszy raz od Ich śmierci uśmiechnęłam
się.
Pierwszy raz od Ich śmierci wyjrzałam
przez okno, a widok zachwycił mnie.
Pierwszy raz od Ich śmierci, odezwałam
się.
Pierwszy raz, pierwszy raz byłam
naprawdę szczęśliwa.
Dzięki niej.
***
Kobieta
przychodziła do mnie codziennie. Czasem opowiadała coś czasem milczała. Była
jedyną osobą, z którą rozmawiałam, przy niej czułam się bezpiecznie i mogłam
zamknąć oczy, nie widząc katastrofy. Wreszcie miałam "mamę".
Kiedyś
zabrała mnie do parku. Długo rozmawiałyśmy, patrzyłyśmy na zachód słońca, a ja
chciałam zachować ten obraz w pamięci. Na zawsze. W drodze powrotnej zapytała
mnie o rodziców. Wtedy po raz pierwszy opowiedziałam komuś swoją historię - Ich
historię.
Zaczęłam
od dnia, w którym zginęli. Potem o snach, koszmarach, o ludziach, którzy
przezywali mnie, o chłopaku z mojego gimnazjum, o starszej siostrze, o
marzeniach związanych z jazdą konną. Mówiłam, mówiłam, mówiłam, a wraz ze
słowami ulatywał ból, smutek, cierpienie i strach. Opowiadałam o mamie i o tym
jakie dania robiła najlepiej i o tacie który namalował mi na ścianie w pokoju
wielki kwiat. Płakałam i śmiałam się na przemian. Mówiłam chaotycznie, ale
wiedziałam, że ona mnie słucha . Kiwała głową ze zrozumieniem. Czułam, że ma
świadomość jakie to trudne zwierzać się z takich rzeczy, więc nie przerywała.
Kilka
dni później Baśka zaproponowała, abym spotkała się z siostrą - Natalią.
Zgodziłam się. Minęły dwa lata odkąd ją
ostatnio widziałam.
Idę
właśnie na spotkanie, jestem dobrej myśli, dzięki wsparciu Baśki i innych ludzi
z ośrodka dla umysłowo chorych, w którym przebywałam, czuję się silniejsza.
Myślę,
że przede mną jeszcze długa droga, lecz zwyciężę i będzie to największe
zwycięstwo mojego życia.
"Istnieć, nie znaczy żyć"
by Hope
Eona
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






