Nie bądź lama!

Ty, tak ty, kimkolwiek jesteś i na ten blog zawitałeś!
Być może, coś źle kliknąłeś, być może Ci się nie chce...,
Ale zostaw komentarz, to uraduje me serce
Wasze komentarze motywują nas do działania i pomagają! Więc daj komka, nie bądź lama!

sobota, 14 listopada 2015

Moje wypracowanie


Hejka to ja Eona... Zwykle denerwują mnie tematy prac szkolnych, nigdy nie wiadomo co napisać i czy spodoba się pani, jaka będzie ocena... Za zwyczaj nie jestem zadowolona z prac, które oddaje, ale ostatnio stwierdziłam, że mogę być dumna z tego co napiszę i nie ważne co pani powie... Oto rezultat, co sądzicie?

Długa droga - moje największe zwycięstwo”

           
Jestem tu już rok. Rok temu po powrocie do domu ujrzałam policyjny radiowóz. Powiedzieli "Nie żyją, zginęli w wypadku samochodowym".
            Z późniejszych dni niewiele pamiętam. Jakieś puste sale, białe ściany, jasno jarzące się lampki, ludzie w szpitalnych ubraniach, przytłumione głosy.

                                 Spędziłam wiele tygodni płacząc w poduszkę.

            Wszyscy mówili: "To powinno się już skończyć", " Przecież minęło już wystarczająco dużo czasu"
            Nie mieli jednak pojęcia o tym, przez co przechodziłam, pod naciskiem ich wyzwisk i ciągłych plotek, przestałam płakać. Mój ból rósł we mnie. Byłam jak tykająca bomba, którą wystarczy dotknąć, by wybuchła i zniszczyła wszystko wokół siebie. Przylgnęło do mnie przezwisko "wariatka".
            Dni są takie same. Każdy, kto jest tu dłużej, przestaje je liczyć. Siedzę w kącie mojego pokoju. Nie mogę spać. Dręczą mnie koszmary, a w nich moi rodzice giną. Zawsze.
                               Zaczynam zapominać ich twarze, tembr głosu.

Przeraża mnie to. Boję się wszystkiego. Zasypiam.


                                                                      ***

Budzę się na podłodze, skostniała z zimna. Wyjątkowo udało mi się przespać całą noc. Przez okno wpadają promienie porannego słońca. Patrzę na zegar. Jest 6:30. Opieram głowę o ścianę i zamykam oczy. Widzę obrazy, te same co zawsze. Ich śmierć przedstawiona na miliony sposobów. Z przerażeniem zrywam się z podłogi. Dyszę ciężko. Już nigdy nie będę mogła spokojnie zamknąć oczu.

            Była siódma kiedy usłyszałam ciche pukanie. Nie odpowiedziałam. Jak zwykle. Drzwi rozchyliły się lekko, ujrzałam starszego mężczyznę, był ubrany na biało, jak wszyscy tutaj. "Znów ktoś przyszedł, będzie pewnie czegoś chciał "
-Mogę wejść? - zapytał. Jego głos był spokojny. Milczałam. Wszedł do pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
-Chciałbym porozmawiać - powiedział. Znów nie odpowiedziałam.
-Nazywam się doktor Lunel. Będę...
Przez godzinę coś opowiadał. Ja tylko siedziałam, a w głowie miałam pustkę, nic z tego, co mówił nie docierało do mnie. Następnego dnia przyszedł inny, a potem kolejny i jeszcze jeden. Każdy działał tak samo i każdy otrzymał ode mnie tyle samo uwagi. Nie wypowiedziałam ani słowa.

            Tej nocy znów dręczyły mnie koszmary, budziłam się niezliczoną ilość razy mokra od potu, z krzykiem na ustach. Nad ranem dałam sobie spokój z próbami zaśnięcia, siedziałam tylko na łóżku z szeroko otwartymi oczami. Starając się nie myśleć. Nie myśleć o nich.

***

            Gdy się ocknęłam, zobaczyłam nad sobą lekko pomarszczoną twarz kobiety. Była to starsza pani uśmiechająca się do mnie promiennie.
-Hej! Nazywam się Barbara, ale możesz mówić do mnie Baśka. A ty jak masz na imię?
Nieznacznym ruchem ręki wskazałam na swój podkoszulek, był to standardowy T-shirt. Dostałam go na początku mojego pobytu tutaj. Litery trochę już wyblakły, ale dało się odczytać moje imię. Dominika. -Dominika, tak? - wpatrzyłam się w ścianę. -Czym się interesujesz ? - powinnam być na nią zła, ignorować ją, tak jak robiłam to z innymi, a jednak pokazałam jej jak mam na imię. Tylko czemu? -Ja na przykład uwielbiam góry. Kiedyś... - słuchałam jej, choć chciałam wierzyć, że jest inaczej. Opowieść była ciekawa, momentami zabawna. Gdy mówiła, pierwszy raz od bardzo dawna poczułam coś. Szczęście.
***

Pierwszy raz od Ich śmierci miałam sen który nie był koszmarem.
Pierwszy raz od Ich śmierci uśmiechnęłam się.
Pierwszy raz od Ich śmierci wyjrzałam przez okno, a widok zachwycił mnie.
Pierwszy raz od Ich śmierci, odezwałam się.
Pierwszy raz, pierwszy raz byłam naprawdę szczęśliwa.
Dzięki niej.
***
            Kobieta przychodziła do mnie codziennie. Czasem opowiadała coś czasem milczała. Była jedyną osobą, z którą rozmawiałam, przy niej czułam się bezpiecznie i mogłam zamknąć oczy, nie widząc katastrofy. Wreszcie miałam "mamę".
            Kiedyś zabrała mnie do parku. Długo rozmawiałyśmy, patrzyłyśmy na zachód słońca, a ja chciałam zachować ten obraz w pamięci. Na zawsze. W drodze powrotnej zapytała mnie o rodziców. Wtedy po raz pierwszy opowiedziałam komuś swoją historię - Ich historię.
            Zaczęłam od dnia, w którym zginęli. Potem o snach, koszmarach, o ludziach, którzy przezywali mnie, o chłopaku z mojego gimnazjum, o starszej siostrze, o marzeniach związanych z jazdą konną. Mówiłam, mówiłam, mówiłam, a wraz ze słowami ulatywał ból, smutek, cierpienie i strach. Opowiadałam o mamie i o tym jakie dania robiła najlepiej i o tacie który namalował mi na ścianie w pokoju wielki kwiat. Płakałam i śmiałam się na przemian. Mówiłam chaotycznie, ale wiedziałam, że ona mnie słucha . Kiwała głową ze zrozumieniem. Czułam, że ma świadomość jakie to trudne zwierzać się z takich rzeczy, więc nie przerywała.
            Kilka dni później  Baśka zaproponowała, abym spotkała się z siostrą - Natalią.
Zgodziłam się. Minęły dwa lata odkąd ją ostatnio widziałam.
            Idę właśnie na spotkanie, jestem dobrej myśli, dzięki wsparciu Baśki i innych ludzi z ośrodka dla umysłowo chorych, w którym przebywałam, czuję się silniejsza.
            Myślę, że przede mną jeszcze długa droga, lecz zwyciężę i będzie to największe zwycięstwo mojego życia.
                                           
                                     
                                                                                                       "Istnieć, nie znaczy żyć"
                                                                                                         by Hope
                                                                                                               Eona
                       

2 komentarze:

  1. Kiedy to przeczytałam tylko jedno słowo wydobyło się z moich słów "piękne“. Ja w życiu nie napiszę takiego wypracowania na polski czy na cokolwiek

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, długo nad tym siedziałam... :)
    Pisz, próbuj, twórz... Nauka czyni mistrza... (a jeżeli nie do szkoły to dla siebie i własnej satysfakcji). Ważne, żebyś ty była dumna z twojej pracy, bo jeżeli ty będziesz do niej przekonana to spełnisz najważniejszy warunek do powstania nowego pięknego dzieła ...

    OdpowiedzUsuń