...czyli zmora pisarzy pod lupą! Zapraszam!
Hej, z tej strony Burza. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad stworzeniem cyklu porad dla pisarzy. Sama piszę i wiem, jakie to trudne zadanie nieść kaganek oświaty nieoświeconemu ludowi... Żartowałam xD, co nie zmienia faktu, że pisanie JEST trudną i pracochłonną robotą. Niech Ci się nie wydaje, że nie. Ale na tematu.
Budzisz się, jak co dzień, szybka kawka, śniadanko, a potem do pracy, szkoły czy innych pożeraczy czasu. Wracasz wreszcie do domu, jesz obiad, wychodzisz z psem, odrabiasz zadanie. W końcu siadasz, otwierasz zeszyt (czy tam laptop, dopuszczam obie wersje) z zamiarem przelania swoich myśli na papier, chwytasz pióro i... nic. Totalna pustka, zero weny, nothing... I mimo wszelkich błagań, wysiłków i satanistycznych rytuałów, wena nie przychodzi. I tak przez następne kilka dni. Ty jesteś wściekły, może trochę podłamany, poirytowany, bo ty nawet chcesz coś napisać tylko... nie wiesz co.
Brzmi znajomo, nieprawdaż? Nic tak nie załamuje jak brak weny, szczególnie przy nowo zaczętym projekcie typu książka. No i co teraz? Jak pomóc Sz. P. Wenie wrócić do naszego domu? Pod spodem podam kilka porad, które u mnie działają wyśmienicie, ale pamiętajcie, że pani Wena jest kapryśna i mimo wszystko NAWET satanistyczne rytuały mogą tutaj nie pomóc...
1. Napisz plan
Mimo kryzysu wiesz w miarę co byś chciał napisać dalej, tylko nie wiesz jak. Rada jest prosta. Napisz plan. Często bywa tak, że nasze przemyślenia apropo dalszego ciągu wydarzeń są chaotyczne i niepoukładane, więc często się zacinamy. Plan pomoże poukładać myśli, pozwoli zastanowić się nad dalszym ciągiem wydarzeń. Nie musi on być szczegółowy, ale powinien dawać ogólny zarys tego jak potoczy się dalsza akcja. Nie musisz się go potem kurczowo trzymać, to w końcu twój świat, ale na początku zawsze jest pomocny.
2. Zażyj wysiłku
Pewnie teraz wszyscy "Co ma piernik do wiatraka?". A powiem wam, że dużo, wiatrak napędza młyn, w którym mieli się przecież mąkę, bez której nie byłoby piernika. Ale do rzeczy, sport i wysiłek oczyszczają, produkują endorfiny (sprawiają radość). Kiedy przez cały dzień tkwimy w pozycji siedzącej przy biurku czy stole, to każdy prędzej czy później dostałby kręćka. Wysiłek mobilizuje organizm do pracy, jest ukojeniem dla umysłu. Oczywiście nie tylko mięśnie pracują, mózg też, jednak nie jest to ten rodzaj aktywności, który wykonujemy za biurkiem. Wdech świeżego powietrza, ładne krajobrazy i szybki marsz. Każdy preferuje inną aktywność (lub jej brak), jednak nawet jeśli jesteś typem domatora, to raz na jakiś czas nie zaszkodzi wyściubić nos za drzwi ;).
3. Zmień preferencje
Jednak nadal nic i naprawdę już więcej z tego tematu nie wyciśniesz? I dobrze, nie wyciskaj. Po co męczyć się z czymś na co nie masz ochoty? To co tam wtedy powstanie nie będzie ani dobre ani nawet przyzwoite. Kiedy piszemy, powinniśmy pisać z chęcią, z pasją, a nie z głupiego poczucia obowiązku, bo tak sobie obiecaliśmy. Przestań. Odłóż to na później, zwróć uwagę na coś innego. A może rozpoczniesz nowy projekt, może przerzucisz się na wiersze, a może całkowicie zmień dziedzinę i np. zapisz się na kurs malarstwa, tańca nowoczesnego czy szydełkowania. Poczytaj fajną książkę, oglądnij dobry film, zhejtuj Kochanowskiego. Taka odmiana może dobrze zrobić (Sz. P. Wena niczego tak bardzo nie lubi jak monotonni), a zrobienie czegoś dla samej już przyjemności, może dać Ci wiele radości i pomysłów.
4. Zbuduj nastrój
Chcesz napisać wzruszając fragment w książce, jednak jakoś Ci to nie idzie i masz wrażenie, że emocje w tej scenie są mdłe lub po prostu ich nie czujesz? Jest na to jedna, dobra rada. Przygaś światła, włącz nastrojową muzykę. Zbuduj, stwórz otoczkę, która będzie emanowała emocjami, które chcesz zawrzeć w tej scenie. Zastanów się co bohater w czuje, jak się zachowuje, co nim kieruje, co przeżywa (empatia, kochani, empatia). Dobierzcie też porę dnia, fragmenty smutne możecie pisać w nocy, a radosne za dnia (oczywiście to zależy od indywidualnego poczucia każdego z was, nie jest to ustalone jakimiś tam schematami). Takie rzeczy, drobiazgi, są niezwykle ważne i często pomagają.
5. Zignoruj.
Nadal nic? Czujesz się całkowicie wypompowany, w głowie Cię łupie, a mózg jest na granicy przegrzania? Kiedyś ktoś powiedział mi, że najlepszym sposobem na zwalczenie kryzysu jest ignorowanie go. Oczywiście satanistyczne rytuały nie są złą metodą ( xD ), ale ta rada jest według mnie najlepsza. Pewnie teraz wszyscy "WTF, co?". Prawda jest taka, że kryzys często nasila się gdy się nim przejmujemy. Spinamy się, mamy parcie na napisanie czegoś, stresik, a głowa jak na złość pusta. Tymczasem warto wrzucić na luz, wziąć głęboki wdech i po prostu robić co się robiło. Albo coś innego. Tak jakbyś tej blokady nie było. Brzmi głupio? Spróbuj. Po prostu pisz, nie przejmuj się, nie denerwuj, a gdy nic nie ma w łepetynie, po prostu zostaw, a potem wróć i pisz dalej. I, możecie mi wierzyć lub nie, działa.
Porady te nie są oczywiście idealne. Każdy człowiek jest inny, nie możliwe jest by działały one na każdego. Musicie znaleźć własną drogę przyjaźni z Sz. P. Weną, ale to powyżej na pewno może pomóc. Może i istnieją poza nami, śmiertelnikami, osoby naznaczone przez bogów, których natchnienie nie opuszcza 24/h, 7 dni w tygodniu i spod ich pióra wychodzą codziennie dzieła godne Tuwima, Sapkowskiego i Słowackiego w jednym, ale opinia takich osób mnie nie interesuje. Osobiście należę do tej pierwszej grupy i nie zawsze miewam natchnienie. Życzę powodzenia wszystkim i miłego czytania.
Burza wraz z Sz. P. Weną








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz