Nie bądź lama!

Ty, tak ty, kimkolwiek jesteś i na ten blog zawitałeś!
Być może, coś źle kliknąłeś, być może Ci się nie chce...,
Ale zostaw komentarz, to uraduje me serce
Wasze komentarze motywują nas do działania i pomagają! Więc daj komka, nie bądź lama!

piątek, 4 marca 2016

"Heroes of Our Generation..."

... czyli prawdziwe Znaczenie Książek

Po co są książki? Dlaczego je czytamy? Czy są one potrzebne? Niby proste pytanie, nie sądzisz? Każdy z nas ma na to jakąś odpowiedź, która jest według niego najlepsza. I ma rację. Ale teraz, grzecznie Cię proszę, wysłuchaj mojej prawdy, a być może dodasz ją do swojego twierdzenia.


Lubię czytać i nie kryję się z tym. Książki uważam za niesamowitą rzecz i najlepszy wynalazek ludzkości. Jednak dlaczego? Cóż, dzięki książce, w ułamku sekundy, mogę zatopić się w innym świecie i to jest jej najlepsza cecha. Na tych zwykłych kartkach mogę okrążyć cały świat w 88 dni, pokonać tyrana na grzbiecie smoka i stanąć do pojedynku na czary. Niesamowite? Nie łapiecie o co chodzi? Zapewne wielu z was słucha muzyki, najczęściej na słuchawkach. Też uwielbiam to robić, a zawsze uderza mnie to jak tworzy to mój mały świat, gdzie tylko ja słyszę muzykę i tylko ja mogę do niej tańczyć. A mimo to nigdy nie jestem w stanie podgłośnić muzyki na tyle (lubię stan moich bębenków usznych) by całkowicie zagłuszyć świat wokoło. Cały czas będę słyszała czyjeś kroki, szmery rozmów, trąbienie aut, miauczenie kota, szczekanie psa. Zawsze. Natomiast gdy otworze książkę, dosłownie się w niej zapadam, znikam, doszło już od takich sytuacji, że nie usłyszałam kto co do mnie mówił, choć stał obok, tylko dlatego, że czytałam. Czy to nie niesamowite? Pozwala to w kilka chwil oderwać się od nudnej rzeczywistości, odpocząć od stresujących sytuacji, bo wchodzimy do świata gdzie wszystko jest możliwe. Do świata, który sami sobie wybieramy.


Czy to więc jedyny argument na to, że książki są potrzebne? Nie. Popatrzymy na nas i na jedno pokolenie wstecz, na naszych rodziców (proszę się nie bać, to naprawdę nie jest tak daleko). W ich czasach podróże były niezwykle utrudnione, przynajmniej w Polsce, żeby wyjechać z kraju trzeba było ogromnych ochów, achów, biurokracji i wysiłku. Technologia nie stała też na takim poziomie jak teraz i nie mieli oni aż tylu perspektyw jak my teraz. Pewnie większość z was (mam nadzieję, że każdy) kojarzy serię "Tomek na Czarnym Lądzie", "Tomek w Grobowcu Faraona" itd. Wyobraźcie sobie teraz jakie niesamowite możliwości otwierały te książki. Podróże za tak nie wiele, przygody, które zapierają dech w piersiach. Coś tak rozległego, praktycznie cały świat, zawarty w niepozornych, papierowych stronach. Książka daje możliwość życia tysiącami żyć w jednym, to najprawdziwsza prawda.


Składamy się z książek. Nie, to nie żart. Podświadomie, lub nie szukamy wzorców. Kogoś lub czegoś co moglibyśmy naśladować, coś co uznamy za warte podziwu i godne naśladowania. A cóż jest bardziej godne naśladowania niż postacie takie jak pewien Hobbit z Shire, Chłopiec, który Przeżył, Dziewczyna Igrająca z Ogniemm Syn Posejdona,  czy Pierwszy Skoczek? Mimo że nie przeżywamy takich przygód jak oni na własnej skórze, jesteśmy ich cichymi towarzyszami, oddziaływują oni na nas niczym żywi ludzie. I choć wiele osób przestaje teraz czytać, na rzecz telefonu i Internetu, to nadal wiele osób bierze przykład z tych bohaterów. I mimo wielu przeszkód, stali się oni Bohaterami Naszej Generacji.

Świat, który jest zawarty w książkach pozwala nam, dzieciom marzącym o podróżach, przygodach, walkach ze smokami, czy byciem ratowanym przez księcia na przeżycie przygód o jakim nam się nie śniło. To magia. Magia, którą zamierzam pielęgnować. I chyba wiem, czego boję się najbardziej na świecie. Boję się, że moje dziecko nie polubili czytania. Myślę, że to najgorsza rzecz, jaka mogła bym mnie w życiu spotkać.
~ Burza

środa, 2 marca 2016

Wyścig śmierci "Jest pierwszy dzień listopada, więc dzisiaj ktoś umrze."

Hejo tu Hope. Miałam dzisiaj na dziewiątą w szkole więc trochę sobie poczytałam. Książkę, którą od przyjaciółki dostałam już... ze trzy lata temu? Ale jakoś nie mogłam się zabrać za czytanie. "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater. Nazwisko znane pewnie fanom "Drżenia", jednak Wyścig jest czymś zupełnie innym.

Książki jeszcze nie skończyłam, ale jestem tak zaaferowana, (czytałam prawie cały dzień, w tym na chemii)  że już teraz coś- nie coś Wam o niej napiszę.

Każdego roku na wyspie Thisby odbywa się  Wyścig Skorpiona. Jeźdźcy na swoich rumakach, szalenie niebezpiecznych muszą zrobić wszystko żeby dostać się do mety.
Jednak dla niektórych nie jest to tylko walka o wygraną, i przeżycie. Dla Kate "Puck" jest to walka  o szansę na lepsze życie codzienne. Bo po tym jak umarli jej rodziców, a jej starszy brat uciekł kilka dni przed konkursem jeźdźców, musi zadbać o to by nie stracić też domu i schronienia dla młodszego brata.

Sean Kendrick zwyciężył w zawadach już kilka razy. Teraz musi wystartować raz jeszcze by zatrzymać swojego kochanego rumaka i zapewnić sobie przyszłość.

Zwycięzca może być tylko jeden.


Czytam, pochłaniam teraz książkę i cały czas doszukuję się w niej wątku miłosnego. I to właśnie jest niezwykłe w tej książce, bo na razie nic nie wskazuje na to, że taki się pojawi. A główni bohaterowie rozmawiali ze sobą tylko raz przez 254 strony! I choć oprócz pasji do koni nie łączy ich nic więcej,  a on chyba nawet nie zna jej imienia, książka uzależnia.

Nie wiem sama czego się spodziewać. Czy ktoś zginie? W końcu to Wyścig Śmierci. Czy Puck poukłada sobie życie? Czy wróci do domu jej brat? Czy Sean zatrzyma swojego ukochanego konia? Czy on i dziewczyna poznają się bliżej? I w końcu- kto wygra? Nie wiem jeszcze jak się kończy, ale bez wątpienia wiem jedno- warto.
"JEST PIERWSZY DZIEŃ LISTOPADA,  WIĘC DZISIAJ KTOŚ UMRZE"



czwartek, 11 lutego 2016

Wybrani- C.J Daugherty

Oj już dawno obiecałam, ale totalnie o tym zapomniałam. Przepraszam. Ale teraz już jest RECENZJA WYBRANYCH- C.J Daugherty.

To zdecydowanie jedna z moich ulubionych książek.  Jak już pisałam autorka była tej jesieni na Targach Książek w Krakowie, niestety nie udało mi się zdobyć autografu (smutam) ale za to stałam z nią twarzą w twarz, kiedy szła na scenę, przygotowując się do wywiadu z czytelnikami. Niewiarygodne uczucie.

... Ja tu bla bla bla, ale przejdźmy do Książek.

"Świat Allie legł w gruzach. Jej ukochany brat zaginął, a ona została aresztowana – kolejny raz. Rodzice podejmują desperacką decyzję o wysłaniu dziewczyny do elitarnej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują tu dziwne zasady, a uczniowie to w większości bogate dzieci wpływowych rodziców. Kiedy jedna z uczennic zostaje zamordowana, Allie zaczyna rozumieć, że Akademia Cimmeria skrywa mroczny sekret. Czy w jego odkryciu pomoże dziewczynie przystojny Sylvain? A może outsider Carter?
Jaką tajemnicę kryje historia rodziny dziewczyny? Kim tak naprawdę jest Allie?"






Choć bez wątpienia chłopaki są w życiu Allie ważną częścią, nie jest ona najważniejsza. A może jest, ale dziewczyna nie może sobie na to pozwolić? 

Komu można zaufać, gdy wszyscy wkoło  kłamią?
Jak stać się odważnym i silnym, a czy miłość i pokrewieństwo to to samo?

Niezwykłe w tej książce jest to, że pokazała mi, że nie należy się poddawać, choć o tej kwestii mało jest w książce. Że należy w siebie wierzyć, i że każdy ma prawo do popełniania błędów.  Pokazuje jak bardzo niszczy chciwość, i jak dużo daje wytrwałość. Bo choć sytuacja Allie była na początku totalnie beznadziejna, powoli widzimy jak z buntowniczki staje się ona przyjaciółką, dziewczyną, na którą się patrzy i już się wie, że można jej ufać.

Wiele jest postaci, przy których myślę sobie "chciałabym taka być", ale przy Allie czuję to o wiele bardziej. I sądzę, że wbrew przeciwnością chciałabym nią być.


Wciągająca do ostatniego słowa, zaskakująca i romantyczna. Cudowna. BARDZO PRZEPRASZAM ZA SŁABĄ JAKOŚĆ... choć jak to się mówi "nie oceniaj książki po okładce" Musiałam, po prostu musiałam wstawić swoje zdjęcie z tą książką. :)



- Hope.

niedziela, 7 lutego 2016

"Wszyscy kłamią" Co się kryje za fiolką vicodinu? Czyli Doktor House.

Mój dzisiejszy post będzie dotyczyć mojego mistrza ciętej riposty, chyba najbardziej znanego diagnosty. Poznajmy doktora House'a.  Zakochałam się w postaci, jeszcze bardziej niż w serialu. Sądzę, że ten niezwykły, lubiany... powiedzmy to w prost... narkoman, zasługuje na jego umiłowaną analizę...

Ci którzy mnie znają uważają mnie za drania i dupka, ci którzy nie, widzą kalekę, i za takiego mnie uważają. 

Dr House, faktycznie dla przypadkowych przechodniów, osób w autobusie jest po prostu facetem o lasce. No chyba, że w autobusie jedzie jego znajomy, Amber lub jakiś inny podległ mu lekarz.

 Ci którzy mają to szczęście, albo i nie, że zostają pacjentami Gregorego z początku widzą (o ile w ogóle go zobaczą)... no znowu kalekę. Po jakimś czasie pod wpływem jego szalonych badań, i często absurdalnych diagnoz, zaczynają go uważać za nie- człowieka, szaleńca. No bo kto prosi pacjenta, żeby wstrzyknął sobie truciznę do żył? Albo łyka przy chorym już piątą tabletkę vicodinu? Niektórzy uważają go nawet za beznadziejnego lekarza. Nie współczuje chorym, uważa ich za obiekt badań. Śmieje się z nich, jest często okrutny nie tylko w słowach.

Są jednak osoby, które go znają, albo przynajmniej im się tak wydaje.Wciąż mają nadzieję, że "da się go naprawić", Sami nie potrafią się zdecydować, czy dr. House jest dobry, czy jest w nim coś z człowieka. I dają mu szanse, na pokazanie, na próbę przekonania ich, że jest tego wart. Ale on chyba tego nie chce, skoro każdą szansę zaprzepaszcza. 

Ojciec House bił go, tak przynajmniej jest jego wersja. Czy znając ją można mu wybaczyć żarty z Tauba, wjechanie autem w garaż Cuddy?  Czy można przekładać ból nogi na znęcanie się nad studentami, i używać jako niemego usprawiedliwienia... wszystkiego? 

Czy zaaranżowanie własnej, pozornej śmierci jest tylko wynikiem egoizmu i dążenia do tego żeby było "ciekawie"? 

Dr. House niby taki zabawny, sarkastyczny czasem wręcz okrutny. Jak widać dużo jest tu pytań, brak cudownych odpowiedzi. Ale przecież to House wydostał swoich lekarzy z aresztu.


Czy faktycznie "wszyscy kłamią" za każdym uśmiechem kryje się łza, a w "żartowałem" jest zawsze odrobina prawdy? 










czwartek, 4 lutego 2016

Płytko

Czyj to kolorek?... Ostatnio pomyślałam "Boże, ale te moje teksty są strasznie płytkie". I nie wiem... czy to prawda, ale sądzę, że żaden tekst, wiersz, ani opowiadanie nie może być całkowitym dnem. No chyba, że pisze się coś na siłę... wtedy, być może. Ale w innych wypadkach, przecież te słowa wychodzą prosto z naszych głów. Są tym co myślimy, a żadne nasze osobiste myśli nie mogą być przecież płytkie.W ciągu ostatnich dwóch lat napisałam trzy opowiadanie po dwieście stron. Jedno ostatnio spaliłam, rozpaliłam ogień w kominku i wrzuciłam zeszyty. Po prostu czułam się jakbym wyrosła z tego co napisałam. Ostatnio jednak znalazłam jeszcze jedną część tego opowiadania, i pewnie skończyłaby tak samo, gdyby nie Burza, która stwierdziła, że jeśli mam to spalić,to ona powinna to zabrać. I chyba tak zrobiła, nwm bo nigdzie tego nie mam,

Czasami czytam książki i też o nich tak myślę: "Ale żenada, przecież te dialogi są tak naciągane...". Lecz czasami zdarza się tak, że autor pisze pod wpływem towarzyszących mu w tym momencie emocji. Nie trudno jest odkryć drugie dno, ale czasem trzeba się zastanowić, czy możliwe jest istnienie trzeciego dna.


Nie należy jednak o tym myśleć gdy się pisze, bo wtedy może i Płytko nie jest, ale na pewno może wyjść za sztucznie. A to jest jeszcze gorsze. 







środa, 6 stycznia 2016

Szukając siebie i inspiracji

... Witam po przerwie.Tutaj Hope
Wracam do domu, słuchawki na uszach grają muzykę, zdecydowanie zbyt głośną. Nie za bardzo mi to przeszkadza. Lubię różne gatunki muzyki, ale ostatnio zakochałam się w zespole, który niestety już rozwiązali, Budka Suflera, czyli wokalista z niezwykłym głosem- Krzysztof Cugowski, Romuald Lipko i inni... zespół miał wielokrotnie zmieniany skład, dlatego też nie będę wymieniać wszystkich członków.
Trzeba przyznać, że zespół jest, a raczej był (jęk żalu) dość stary, bo działał od 1974 roku, do 2014. Jednak możliwe, że tak mądre i trafiających tekstów piosenek, na dodatek polskich, się już nie pisze.

Poznać siebie. Sądzę, że to ważna część pisania... czegokolwiek. Bo przecież wtedy, wiemy co chcemy napisać, o co nam chodzi.A gdy wiemy o czym piszemy, staje się to niemal tak łatwe jak oddychanie. To niezwykłe, bo w repertuarze Budki znajdę tekst do każdego nastroju. Do smutku, melancholii, złości, radości. Szukam w tych tekstach siebie. Nie wiem czy znajduję, ale przynajmniej tak mi się wydaje. Słowa trafiają prosto do mojego serca i są również niezwykłą inspiracją zarówno do wierszy jak i rozdziałów w opowiadaniach.

Do życia, do tańca
Skradamy się na palcach
Gdy swego dopniemy,
Wszystkiego na raz chcemy
I wszystko bierzemy,
Bierzemy, co się da


Miałam pisać o Duszy, a skupiłam się na nieistniejącym zespole, choć jest tego wart...

Lubimy czytać, słuchać muzyki, oglądać filmy. To dodaje nam inspiracji, i nie mówię tylko o tych związanych z twórczością. Ale ważny jest też sposób, w jaki wyrażamy siebie. Na przykład poprzez pisanie :), rysowanie, czy granie na jakimś instrumencie. Bo nie należy tylko brać, czerpać, ale również dawać coś od siebie.







sobota, 12 grudnia 2015

Ważne Chwile Relaksu

Dom, szkoła, dom, szkoła, dom, sen, dom, szkoła... Ktoś zna ten schemat? Jest też opcja z pracą, ale nie o to mi chodzi. Patrząc na to wszystko można zauważyć, że tak naprawdę NASZ czas, nie jest naszym czasem. Czasem mam wrażenie, że myśmy go tylko pożyczamy od tego co nas otacza. Od zadań domowych, od komputera, od pracy... Nic własnego. Nasz czas nie jest nasz. Żyjemy zabiegani, gubimy siebie i to co ważne dla NAS, w stercie obowiązków, żmudnych prac i problemowi podołania wymaganiom jakie inni narzucili nam. Tak żyjemy. Najpierw budzimy się, pędzimy do szkoły albo do pracy. W szkole uczymy się, pracujemy, ogólnie jesteśmy nią pochłonięci (nie tyle samą szkołą, co życiem towarzyskim). Rozmawiasz, biegasz, śmiejesz się itp. Potem wracasz, co poniektórzy dalej mają głowę w szkole, robią zadania, przepisują, uczą się, bo trza zdać na jaką przyzwoitą ocenę. Inni to zlewają, idą gdzieś na miasto, do galerii, do kina, ogólnie sterta przyjemności. Moja mama twierdzi, że galerie handlowe wysysają z ludzi energię i się nie myli. Wracasz do domu, siadasz do kompa i od razu albo FB albo instagram, albo blogger ;), albo LOL, albo Wiedźmin, opcji jest wiele...

Cały czas coś robimy. Ale nie serio, my cały czas coś robimy. W dzisiejszych czasach istnieje parcie, aby robić COŚ. To co robisz może być w danym momencie kompletnie nieefektywne, ale ważne żebyś robił COŚ. Nawet jeśli to jest naparzanie w LOL-a 24/7. Oj wiem, starzy będą się czepiać, ale nie oto chodzi. I tu nie chodzi o to, że granie na komputerze jest złe. Tu chodzi o... Czas. My go nie mamy. To jest czas komputera, nie twój czas. To jest czas szkoły, nie twój czas. To jest czas książki, nie twój czas. Ludzie dzielą wszystko po to, by zostało im więcej czasu. Tworzą plan dnia, nastawiają budziki, cały czas się spieszą, po to by ZDĄŻYĆ NA CZAS. Tylko gdzie ten czas jest? Ty śpieszysz do czegoś, po coś, biegniesz za czasem, a biegnąc za nim, bezpowrotnie go tracisz. I już.

Spróbuj tak. Odłóż wszystko. Wszystko. Nawet komputer, książkę, laptopa, szminkę, wszystko. Wyjdź i idź ulicą. Pójdź do lasu, parku, najlepiej gdzieś gdzie jest zielono. Nie myśl o niczym. Po prostu ciesz się spacerem, patrz na ludzi przechodzących obok ciebie, szukaj ładnych kwiatów, myśl o tym co widzisz. O tym co przyjemne. Jak już dojdziesz do wybranego miejsca, usiądź, albo najlepiej połóż się  na trawię. Wygodnie, prawda? Spróbuj nie robić nic. Po prostu leż, nie myśl o niczym ważnym, o tym, że masz wrzucić jeszcze kilka fotek na Instagrama, że chłopak do ciebie na FB napisał, że masz kilka nieodebranych snapów. Najlepiej komórek zostaw w domu, może być zbyt dużą pokusą. Połóż się i leż. Popatrz na niebo, popatrz na chmury. Jak nie ma słońca, to popatrz na drzewa. jak leje deszcz, parapet w domu, też może się nadawać do wykonania tego ćwiczenia. W sumie to nawet nie jest ćwiczenie, to przyjemne doświadczenie odzyskiwania czasu. I jak? Lepiej? Przestań biec i uważaj, bo jeszcze dostaniesz zadyszki.