Nie bądź lama!

Ty, tak ty, kimkolwiek jesteś i na ten blog zawitałeś!
Być może, coś źle kliknąłeś, być może Ci się nie chce...,
Ale zostaw komentarz, to uraduje me serce
Wasze komentarze motywują nas do działania i pomagają! Więc daj komka, nie bądź lama!

piątek, 30 października 2015

Coś piękniejszego niż miłość... czyli o przyjaźni

   Właśnie ze mną zerwał...  ja nie płaczę, choć mi zależy, nie, wręcz przeciwnie ja się śmieję. Chodziliśmy ze sobą niedługo, kilka miesięcy. Ale mi to wystarczyło, naprawdę, był inny niż większość chłopaków, których znałam. I może brzmi to jak jakaś książka o miłości, ale tak nie będzie. Zależało mi, dalej zależy i albo jestem naiwna, albo mam racje. Nie płaczę, nie tnę się jak zrobiła by to jakaś grupa dziewczyn. Uśmiecham się, ale nie jednym z tych uśmieszków, które udają, "wszystko w porządku", a tak naprawdę jest, " życie straciło sens, jest mi obojętne, mogę umrzeć".
    Idę do kuchni, po czekoladę, piszę do przyjaciółki, a później wracam do naszych wiadomości. I po raz pierwszy nie zastanawiam się, żeby dalej do niego napisać, tak jakby nic się nie wydarzyło. I tak robię. Nie chcę chłopaka, to znaczy chcę, ale wolę przyjaciela. Zawsze wolałam, wystarczała mi przyjaźń i nawet żałowałam, że zamieniła się w miłość. Niektórzy uważają, że przyjaźń z chłopakiem jest nie możliwa, ale to jedno wielkie kłamstwo.
    Lubię go i wiem, że bez względu, czy jesteśmy teraz przyjaciółmi, dalej będziemy się spotykać.
    Zawsze wolałam przyjaźń od miłości, mniej skomplikowana, bardziej życiowa, na luzie, ale prawdziwa i szczera. Ale gdy byłam młodsza sądziłam, że powinno się mieć jedną przyjaciółkę i nie gadać z nikim innym. Ludzie się zmieniają, a wraz z nimi czasami nasze relacje.
     Tylko z przyjaciółmi, których teraz mam nie za dużo, nie za mało i są kompletnie inni (co jest przepiękne),  jestem sobą. Prawdziwą sobą, zwariowaną, zbuntowaną, z szalonymi pomysłami nastolatką. Pewnie dlatego, że oni są tak samo zwariowani jak ja. Nie muszę być kochana, nie muszę być kochana w ten sposób. Wystarczą mi przyjaciele. I ich miłość najpiękniejsza na całym świecie.
     Kłótnia, kolejna przepiękna rzecz, z moją przyjaciółką potrafiłam kłócić się i godzić co godzinę. Psycholog, rodzice, nawet dalsza rodzina byli wtedy zaangażowani i choć mogłoby się wtedy wydawać, że już się do siebie nie odezwiemy, my z czasem się godziłyśmy i teraz dalej jesteśmy przyjaciółkami. A oprócz niej pojawiły się oczywiście Eona i Burza.

czwartek, 29 października 2015

Tak piękne, że aż chce się napisać to samo, czyli inspiracje Hope

Hejka, dzisiaj popiszę trochę o moich inspiracjach. 
      Z którymi zawsze, ale to zawsze miałam ogromny problem. Aż do teraz. Pierwszą książką, a raczej serią, w której się totalnie zakochałam były "Dary Anioła" i "Diabelskie Maszyny" Cassandry Clare. Zakochałam się w postaciach, w historii, a całość przykryła jeszcze wspaniała wyobraźnia autorki. 
        Najbardziej oszalałam, bo tego nie można inaczej nazwać, na punkcie James'a Carstairs'a, delikatnego skrzypka, Nocnego Łowcę z serii "Diabelskie Maszyny". Motyw umierającego muzyka o czarnych włosach, zielonych oczach i spokojnym, pogodnym temperamencie. Nie potrafiłam napisać o jakiejkolwiek postaci, która nie miałaby na imię Jem. 
          Moje pierwsze opowiadanie było historią upadłego anioła-wojowniczki, która zakochuje się w tajemniczym skrzypku, którego widzi pewnego dnia w muzycznej uczelni. Oczywiście musi się okazać, że James Kenderick jest ciężko chory, wręcz umierający, po tym jak w dzieciństwie wpił krew demona. Akcja toczy się w naprawdę nudnym romansie, z tragicznym finałem. 
              Teraz jednak tworzę samodzielnie i jestem milion razy bardziej zadowolona z efektów. Tak wiem, ta skromność :). Ale oczywiście też się inspiruję, chyba nie da się pisać i czytać, a jednocześnie nie inspirować. Smutne. Jednak zamiast fantasy, piszę teraz o ludzkich problemach, coś w rodzaju "Wybranych"- Nocnej Szkoły C.J. Daugherty oraz "Hopeless" Collen Hoover.
               Jeśli chodzi o "Wybranych" całkowicie pochłonęła mnie myśl o napisaniu książki o szkole dla młodzieży z trudnościami, ale oczywiście tylko to jest podobne, no i może trochę charakter głównej bohaterki. Ale spokojnie nie zerżnęłam całej fabuły. 
              Jest jeszcze cudowne "Hopeless" gdzie też zakochałam się się w akcji i wciągnęłam w sytuację bohaterów. Ale o tym i o tym napiszę następnym razem...




wtorek, 27 października 2015

"Starter" - Recenzje Burzy

Burza

Tytuł: "Starter"
Autorka: Lissa Price
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: ok. 400
Ocena: 9/10

"Groźne jastrzębie polują na gołębie"

Książkę spokojnie można spokojnie nazwać epicką. Szczerze raczej nie gustuje w literaturze post apokaliptycznej, jednak ta książka mnie wciągnęła. Przedstawia ona świat po wojnie bakteriologicznej, w którym nie ma ludzi pomiędzy 16, a 60 rokiem życia. Nastolatkowie, pozbawieni opiekunów i jakichkolwiek praw są zamykani w specjalistycznych ośrodkach lub żyją jako dzicy  lokatorzy w opuszczonych budynkach, a dorośli, obrzydliwie bogaci Enderzy żyją w przepychu, żyjąc niesamowicie długo dzięki nowoczesnej medycynie. Ciekawe życie, nieprawdaż? Wśród takich reali od roku przyszło żyć szesnastoletniej Callie, która żyje na ulicy wraz ze swym młodszym bratem Trevorem i przyjacielem Michaelem na zgliszczach Beverly Hills. Cóż, w książce ich relacje wydają się być zawiłe, na początku wyglądają jak para bliskich przyjaciół, jednak potem autorka pokazuje czytelnikowi, że może łączyć ich coś więcej. Wracając, Callie próbuje dotrwać do 18, nie dając się złapać brutalnej policji oraz w jakiś sposób zastąpić rodziców swojemu ciężko choremu bratu. By zdobyć pieniądze zwraca się do firmy "Prime Destinations". Firma ta, niezbyt zgodna z prawem, jest wypożyczalnią ciał, dla bogatych Enderów. Całą korporacją dowodzi tajemniczy Stary Człowiek, którego twarzy nikt nigdy nie widział. Brzmi przerażająco? Neurochip wszczepiony do mózgu pozwala zamieszkać obcej osobie w tobie, dosłownie wejść w twoje ciało, wypożyczając je na kilka dni, tygodni, czasami nawet na kilka miesięcy. Callie, mimo ogromnych obaw, potrzebuje pieniędzy i zgadza się na wynajem swojego ciała. Jednak dalej dzieją się rzeczy, których nikt nie był w stanie przewidzieć. Dziewczyna nagle staje przed sytuacją prawdopodobnie bez wyjścia i zadaniem powstrzymania spisku, który może zagrozić życiu wielu nieletnich, podczas gdy ona chce tylko chronić swojego brata.

"Nie mam broni. Tata mocno by się zdenerwował. Ale o niczym się nie dowie. Jest w grobie."

Od tej książki spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Rzadko czytam tego typu literaturę, gustuję bardziej w świecie fantasy. Kupiłam ją na spółkę z Eoną, gdy w moje urodziny wbiłyśmy razem do Empiku (przy okazji podziękowania dla pana kasjera i jego poczucie humoru!). Była po promocji i szkoda było nie kupić... Oczywiście Eona musiała zabrać ją pierwsza, więc czekałam dobre pół roku, zanim mogłam wskoczyć w postapokaliptyczną rzeczywistość "Startera". Książka wciąga od pierwszej strony, pochłania, pożera. Bohaterka przypadła mi do gustu swoją zaradnością i wielką miłością do brata. Z Callie zaprzyjaźniłam się od razu, była niezwykle realna. Nic tylko pogratulować pani Price dobrego kunsztu. Pozostałe postacie także były pełnokrwiste, szczególnie przypadła mi do gustu postać Blake'a. Widać, że pisarka wie co robi, pani Price z łatwością przeprowadza czytelnika przez wszystkie strony tej historii w tempie błyskawicznym. Jednak nie myślcie sobie, że to wszystko toczy się spokojnie, zdarzało mi się przeczytać kilka razy ten sam fragment by uwierzyć, że to co jest napisane na poprzedniej stronie jest prawdą. Książka zaskakuje, wciąga i jeśli chcesz ją przeczytać, daj znać nauczycielce lub szefowi, że jutro nie przyjdziesz do pracy. Polecam.

Czy to paskudne z mojej strony cieszyć się, że tu jesteś ? - spytała - Bo się cieszę. Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę, a teraz mam cię tutaj. Przyjaciółkę.

poniedziałek, 26 października 2015

Inspiracje Burzy

Cześć, z tej strony znów Burza. Możliwe, że większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, jednak wielu z nas codziennie coś inspiruje. Każdego dnia przynajmniej raz udaje nam się uchwycić jakiś maleńki szczegół, coś zachwycająco drobnego, kolorowego, kropczastego czy pasiastego.
Te wszystkie rzeczy nas Inspirują.


W końcu, pomysły przecież nie biorą się znikąd. Tak naprawdę, dobra książka, jest zbiorem ciekawych i odkrywczych inspiracji, jakie autor odnalazł w świecie. A, mimo że wszyscy się czymś inspirujemy, to nie potrafimy tych inspiracji dojrzeć lub chociaż zapamiętać. A
wszystko inspirować może. Naprawdę, a często można je zobaczyć w najmniej spodziewanych momentach.

Zastanówmy się przez chwilę i rozejrzyjmy. Gdy idziemy ulicą cały czas mijamy ludzi, nie widząc ich. Czasami zahaczymy jednak o kogoś wartego uwagi. Wyróżniającego się z tłumu ubraniem, kolorem włosów, czy po prostu jest coś w nim takiego... innego. Inspiracją może być jedno słowo lub zdanie, które w sekundę uruchomi w nas lawinę dobrych pomysłów. Piękny widok za oknem, ciche kawałki ulubionego zespołu, albo niecodziennie ubrany nieznajomy. Nie wyśmiewajmy się z inności, tylko zobaczmy w niej coś dla niech coś wartościowego. Trudno czasem znaleźć jakiś ciekawy pomysł, coś co odblokuje naszą twórczość, taki przebłysk, takie "coś".


Ostatnio miałam mały kryzys twórczy i gdy pytałam się pewnej znajomej humanistki, otrzymałam pewną, cenną radę. Po pierwsze z kryzysem trzeba radzić sobie tak, że się nim nie przejmować. Sam minie, a ty zawracając sobie nim głowę, tylko go pogłębisz. Po drugie, że ludzie na ulicy mogą dać Ci więcej pomysłów niż całodzienne sterczenie nad kartką papieru. Tak, więc powodzenia w pisaniu. Pozdro z podłogi.

PS.

Jest nowa strona, pt.: "Inspirację". Jak wyszukam coś wartego uwagi w czeluściach internetu to wam pokażę ;).

czwartek, 22 października 2015

Jest coś w tym... coś magicznego

Raj na ziemi?
         Tak! To możliwe... Choćby z tego powodu, że przecież istnieje Empik... Też się tak czujecie gdy otacza Was niezliczona ilość książek? Już niedługo razem z Burzą  i Eoną wyskakujemy na Targi Książek. Kocham to miejsce i od kilku lat chodzę co rok. Tym razem jeszcze bardziej nie mogę się doczekać. Nie wiem czy kojarzycie moje zdjęcie z założenia bloga? Miałam na twarzy... "Wybranych" czyli pierwszą część cyklu C.J. Daugherty. Moją ukochaną książka... aż chyba napisze o niej coś więcej następnym razem.
          Jak dla mnie, Targi są magicznym miejscem. Gdzie mogę spełniać moje małe drobne marzenia, małe kroczki ku szczęściu. Tyle ludzi, książek, pisarzy, czytelników w okół mnie, coś cudownego. Słysze wiele rozmów, wiele krzyków i zapowiadań, informacji o stanowiskach; B7, C14... Sprawiają, że czuję, że naprawdę żyję. 
           Czekanie, dłuugie czekanie na wejście;  punkt, w którym, można oddać stare książki, na rabaty na nowe.  Kawiarnie, stoiska z grami, czasem z muzyką... i z książkami. Spotkania z pisarzami, czasem muzyką na żywo. 
            Stanowisk jest tak wiele, że nie wiadomo gdzie iść, ta obawa, że nie zdąży się wszędzie pójść, wszystkiego zobaczyć. Albo, że kolejka po autograf naszego ukochanego pisarza będzie ciągnąć się w nieskończoność...
             Mieszają się uczucia: zachwyt, zdenerwowanie, rozkojarzenie, determinacja, obawa. Ten pęd, że chce się biec dalej, iść dalej. To szczęście, aż strach, że jeśli jest nam tak dobrze, to oznacza, że to  się szybko skończy, ucieknie.


               Albo, tak jak w moim kochanym Empiku. Wchodzę, już na samą myśl się uśmiecham. to miejsce gdzie mogę być sobą. Zaszywam się gdzieś wśród książek, między regałami. Siadam na podłodze, wybieram najczęściej kilka książek, stwierdzam w myślach, że "jest tu za dużo dobra" i zaczynam czytać. Nie obchodzi mnie wtedy kompletnie nic. Ani to, że siedzę w poprzek alejki i ją zagradzam, ani to, że teorytycznie powinnam już zejść na ziemię...
                  Książki to my, my to ludzie którzy nas otaczają. A oni to, przyjaciele. I świat wczale nie jest już taki zły...

 

środa, 21 października 2015

Szkolne Przemyślenia Burzy

Moja pani w podstawówce zawsze używała pojęcie radosnej twórczości w negatywnym kontekście. Ale nauczyciele chyba tak mają. Napiszesz to z minimum 200 słów, a maximum 400 i dostaniesz 5. Albo 4. Albo 3, w zależności od tego ilu epitetów i użyjesz i jak bardzo przekroczyłeś limit słownictwa (mój przypadek). Ludzie wy naprawdę musicie wszystko oceniać? Musi być wszystko wpisane w rubryczkę, każdy kont i słówko na właściwym miejscu.
-Tak Jasiu, musisz wiedzieć co to jest przydawka, nawet jeśli po huj ci to w realnym życiu...
No serio, systemie nauczania. A tak mnie wzięło, bo niedawno był Światowy Dzień Nauczania i mnie pierwiastki wkurzyły. Ale od początku...

Zacznijmy od absurdu matematyki... (znienawidzony przedmiot, gotujcie się na hejt).
Ekhem, rozumiem, że matematyka jest potrzebna. Niektórym jej nauka sprawia radość, a niektórym nie. Tylko, no cóż, ja jestem osobą, która jak w czymś nie widzi sensu, to sobie możesz człowiecze już iść, bo ja za Niebo i Ziemię nie będę chciała tego robić. I tak toczę bitwę z systemem nauczania. I wytłumaczcie mi absurd. Po jakiego mi potęgi w życiu codziennym? Po jakiego grzyba pierwiastki, nie wspominając o innych dziwactwach, które dopiero na mnie czekają. Chociaż, nie. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. W końcu matematyka, królowa wszystkich nauk i te sprawy. Jednak chemia, geografia i fizyka już naraziły się na mój brak tolerancji. Po pierwsze, po grzyba to mi w codziennym życiu. Przecież czy ja muszę wiedzieć, że to co teraz wykonuje to jazda ruchem jednostajnym, przyspieszonym, by prowadzić samochód? Po drugie, wydaje mi się, że nie wszystkich to interesuje, wiecie? Okej, podstawówka, tu jeszcze rzadko kto wie, co chce robić, ale już gimnazjum to co innego. Według mnie przedmiotami obowiązkowymi powinny być polski, matematyka, angielski, drugi język obcy i może historia oraz WOS. WOS-u nie lubię, ale on się przydaje we prawidłowym funkcjonowaniu w społeczeństwie, historia to chyba warto wiedzieć co i jak było zanim się urodziłeś, a matemtyki i polskiego chyba wam tłumaczyć nie muszę (choć i tak jestem za wycofaniem potęg oraz pierwiastków z systemu nauczania). A co z pozostałymi przedmiotami? Uczeń posiadałby prawo do wybrania sobie przedmiotów których chciałby się uczyć, miałby podane godziny itp. Oczywiście, jakby się już decydował to musiałby przychodzić dostwawałby oceny itd. A wszystkie przedmioty byłyby obowiązkowe tylko przez pierwszy rok. Dobra, ale te rozważania zostawmy ministrom i zadajmy sobie pytanie, o co w ogóle chodzi w tym poście? Już tłumaczę.

Każdy z nas, codziennie ugania się za szkołą, zadaniami domowymi, wkuwa do głowy dane, których i tak nie zapamięta, uczy się niepotrzebnych formułek, tylko po to, by po latach siedzieć ze swoim dzieckiem o 23 przy biurku, zastanawiając się jak się wyliczało pierwiastek z dwóch. Mnie zastanawia to, ile czasu poświęcamy szkole, ocenom, kartkówkom, które i tak nigdy nam się potem nie przydadzą. Czy w przyszłości będzie KOGOKOLWIEK interesowało, że miałam 5 klasie świadectwo z paskiem? Nie. Czy komuś pomoże fakt, że miałam 5 z biologii na koniec roku? Nie. Czy fakt iż otrzymałam 6 z polskiego może zaważyć na losach świata? Odpowiedź przecząca. Tak więc, na co my tracimy czas? Wiele nerwów wyprułam sobie, martwiąc się szkołą, ocenami i tego typu głupotami. Zapomniałam, że lepiej mieć priorytety. Niedawno robiłam prezent dla koleżanki. Nie spałam do 2 i olałam zadanie na matematykę oraz angielski (takie życie na krawędzi, że po prostu... xD), a jak się koleżanka w szkole spytała czemu niczego nie odrobiłam odparłam, że mam priorytety. Jak pewnie wam wiadomo pisze książkę, ale ostatnio mam coraz większe problemy z regularnym pisaniem... W sumie zawsze je miałam, ale teraz nie potrafię wynaleźć nawet chwili na pisanie. To się robi irytujące. Dlatego uznałam, że nie warto się tak wszystkim przejmować. Po prostu czasami warto kopnąć to wszystko w kąt, olać konsekwencję, zaparzyć herbatę i resztę popołudnia przesiedzieć, czytając książkę. tego wam zresztą życzę ;).

poniedziałek, 19 października 2015

Ludzie wookół mnie, a ja tu z nimi lub bez nich... Czyli trochę filozofii...


                Upadam na kolana. Płaczę, płaczę jak jeszcze nigdy w życiu nie płakałam. To dziwne uczucie; bunt miesza się z żalem, determinacja z poczuciem bezradności. Telefon, który upadł przede mną, widzę niewyraźnie, ostatnia wyświetlona i wysłana wiadomość jest rozmazana.
                 Dwie minuty temu, dwie minuty temu pomimo wszystkiego dawałam sobie radę, mało tego czułam się najszczęśliwsza na świecie. To uczucie, kiedy śmiejemy się razem tak, że po chwili jest nam tak dobrze, że zapominamy z czego się śmiejemy. Ale śmiejemy się dalej, teraz już ze swojego śmiechu.
                Nikogo nie było w domu, może gdyby ktoś był bardziej bym się bała... i bym tego nie zrobiła. Miałam dość siebie, chciałam uciec gdzieś daleko, tam gdzie nikt nie będzie mnie ranił. Ludzie uważają, że jak się ktoś tnie to jest niepoważny, albo, że użala się nad sobą. Nikt nie pomyśli, że nie daje sobie rady, że normalne problemy go przerastają. A może ma się ich aż za dużo?
                Ludzie w kółko mówią komuś kto jest smutny, że ma depresje. Nawet nie zdają sobie sprawy jak to boli. A teraz jedno pytanie; dlaczego to my, nastolatki, dziewczyny. Jesteśmy jeszcze dziećmi, a już chcemy umierać mamy depresje... Czy życie naprawdę musi tak wyglądać, że ludzie niszczą innych, tak, że oni już nie potrafią odróżnić przyjaciela ad wroga...
                   I tu kolejne pytanie; "wroga"? Mamy wrogów, naprawdę? Jak w jakiejś książce fantasy? To jest życie, nie historia. Ludzie nie są jedno kolorowi. Każdy ma w sobie piękne barwy,, ale również i te mroczne. Każdy człowiek ma kilka stron, kilka gorszych, kilka lepszych. Wszystkie są prawdziwe. Nawet przecież, jak pod wpływem emocji udajemy kogoś kim nie jesteśmy, to w tym samym momencie się nim stajemy. Dziwne, prawda?
                     Nie mamy wrogów, są ludzie, do których czujemy żal, np, słusznie. Ale są i też tacy, którzy za bardzo nam przypominają samych siebie i dlatego nie możemy ich znieść.
                        Nie wiem czy to prawda, nie mam pojęcia, czy jest to choć jej część, albo czy jest to część kłamstwa...


    

środa, 14 października 2015

Słowa

Znacie to uczucie kiedy koniecznie chcecie coś napisać, tylko nie macie pomysłu co. To właśnie uczucie gnębiło mnie przez cały dzisiejszy dzień, poszukiwałam weny, przeszukiwałam moją pamięć, wertowałam książki i ... NIC. W końcu zrezygnowana usiadłam na łóżku i nieświadomie zaczęłam przeglądać Zeszyt. Zeszyt przez duże Z. W nim znajdują się wszystkie początki i końce notatki z historii i fizyki, porażki i wzloty. Powiedzieć, że to moja biblia to mało. To jestem ja.
   Przeglądałam i myślałam, wspominałam, zastanawiałam się nad sensem, obserwowałam zmiany jakie zachodziły, jak zmieniałam się, zmieniając wszystko co mnie otaczało. Pomyślałam nad wartością jaką ma dla mnie ten zeszyt, jest to jedna z ważniejszych rzeczy jakie posiadam, i już wiedziałam o czym pisać.
   Są wszędzie, otaczają nas choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, znaczą dla nas bardzo wiele mimo, że o tym nie wiemy, było by nam ciężko gdyby ich zabrakło.
   Słowa.
  Przyczyniają się do wielu zwycięstw, tych małych, ale również tych ogromnych, dają nam wiarę, pozwalają spełniać marzenia, ale...
  Potrafią niszczyć, miażdżyć, są jak lekarstwa, kiedy przedawkujemy lub pomylimy opakowania to wszystko się zawala.Tu pozwolę sobie wstawić pewną sentencje:
"Słowa ranią, jak uderzenia, 
ale po uderzeniu zostaje jedynie niebolesna blizna,
słowa ranią trwale. 
Uważaj na słowa"

Biorąc pod uwagę wszystko napisane powyżej, wysnuwam taki wniosek:
Słowa są znakami na papierze nadającymi sens naszemu życiu.

Eona
"Mówić, nie znaczy myśleć"

Życiowe Dylematy

Hej, wygrzebałam ze stosu małe opowiadanie, napisane na lekcjach. Jak się komuś nudzi, może przeczytać
Dedykowanej to pewnej osobie, która zawsze jest przy mnie.
"Powoli żałowałam, że stanęłam w tej kolejce. Żar lał się z nieba niemiłosiernie, a jednak od upragnionego celu dzieliły mnie jedynie dwie osoby. Gbur przy ladzie właśnie kończył podawać lody jakiejś zakochanej parze. Gołąbeczki nawet nie spojrzały na sprzedawcę tylko poszły, wpatrzone w siebie. Parsknęłam, poirytowana. Teraz była kolei matki z trójką dzieci, od których wrzasków puchły mi uszy, choć trzeba było przyznać, że refleks kobiety był zadziwiający. Zamiast na wyjących bachorach, skupiłam się na wyborze smaków. Wahałam się pomiędzy miętą, a wanilią. Moją uwagę odwrócił gardłowy śmiech. Grupka postawnych wyrostków, których na pewno nie chciałabym spotkać w ciemnym zaułku, otoczyła małego,  pulchniutkiego chłopca. Pucuś, już cały czerwony na twarzy,  biegał pomiędzy dresami, którzy rzucali pomiędzy sobą butelką z wodą, odebraną mu wcześniej. Jeden z oprawców podstawił mu nogę i grubasek rozpłaszczył się na chodniku, powodując salwę śmiechu. Potem jeden z chłopaków trzymający wodę w dłoni, odkręcił ją i wylał na głowę "pucka". Drugi wyrwał plecak z drżących rąk malucha i wytrzepał mu na głowę całą szkolną wiedzę w formacie A4, po czym splunął pogardliwie. Reszta z satysfakcją powtórzyła jego gest, po czym odeszli rechocząc i zataczając się.  
-Wybierasz, czy nie? - z obserwacji wytrącił mnie gbur, który z rożkiem w ręku, patrzył na mnie nieżyczliwie. Przeniosłam swój wzrok z powrotem na listę smaków. Chyba wezmę miętę."
                                       "Patrzeć, nie znaczy widzieć"
by Eona

wtorek, 13 października 2015

Toaletowe rozmyślania

Tu ja Eona, myślę że ponownie kolor nie będzie potrzebny. 
Tego posta zatytułowałam "Toaletowe rozmyślania", a do napisania tego posta natchnęło mnie zdanie wypowiedziane przez moją mamę: "Toaleta służy do załatwiania się, mycia się, a nie do czytania książek". Ja się z nią nie zgadzam. No bo co jest złego w czytaniu w wannie, albo na toalecie. "Przecież masz pokój, tam możesz czytać" - powiedział by ktoś. Łatwo powiedzieć, ale jeśli w domu są małe dzieci, a twój pokój nie ma klucza... W łazience jest najspokojniej, nikt nie wejdzie nagle, gwałtownie wyrywając Cię ze świata, w którym jesteś, poza tym masz wtedy dobrą wymówkę, bo gdy ktoś pyta "Co robisz", odpowiadasz " Jestem w toalecie" ( Moja mama niestety nauczyła się już tego, więc nie skutkuje XD)
Ludzie dzisiaj ograniczają myśleniem, że " Toaleta jest do załatwiania się", ale nie chodzi tu tylko o toaletę. Tu chodzi o wszystko dlaczego krzesło ma służyć do siedzenia, a łóżko do spania, dlaczego nie można spać pod łóżkiem, siedzieć na stole itp. Możesz powiedzieć, że to nie wygodne, ale czy kiedykolwiek spróbowałeś, albo chociaż zastanowiłeś się dlaczego tak myślisz? 
  
    Dzieci mają niesamowitą Moc, potrafią zmieniać świat. Kanapa staje się okrętem pirackim, krzesło - dzielnym rumakiem a pluszowy pies - chorą księżniczką. Wszystko jest możliwe, nie ma granic. Z wiekiem sami sobie te granice tworzymy, odgradzamy się od niemożliwości, jest zbyt niezrozumiała, nieprzewidywalna. Budując, tracimy całą Moc. Niewielu potrafi w te ściany wbudować drzwi, o oknach nie wspomnę. Mnie się udało i teraz kiedy chcę chwytam za klamkę, naciskam i wychodzę. Opuszczam zasady, przepełnia mnie Moc. Czas staje. Tą Mocą jest wyobraźnia. Nieposkromiona, wielka wyobraźnia. Wbudujcie własne drzwi do własnego świata.

Eona
"Czytać, nie znaczy rozumieć "


PS: Polecam czytanie w wannie :)

Eona

Hejka, tu Eona ja również odpuszczę sobie kolorek.
Mam już 15 lat, czyli chodzę do trzeciej gimnazjum. Jestem niezłym świrusem :).
Kiedy mam wolna chwilę to najczęściej czytam, albo śpiewam. Moim celem jest przeżycie mojego życia jak najlepiej, zmiana świata na lepsze. Denerwuje mnie nietolerancja (w granicach oczywiście). Uwielbiam czytać. Czytam nie tylko dla treści ale czasami również dla stylu, sama próbuje również tworzyć teksty np. bez używania osób, albo pisząc z pozycji krzesła, trawy itp.( tak, zwariowałam xd z pozycji trawy) W przeciwieństwie do Burzy i Hope nie umiem pisać wierszy. Interesuję się starożytnością więc:

Czytam książki związane z tą tematyką. Tak jak Burza uwielbiam Eragona, gdyż napisał niesamowitą książkę mając 15 lat.

Jak już wcześniej mówiłam nie piszę wierszy ale czasami kiedy coś mnie natchnie pisze przepowiednie, sentencjie. Oto kilka z nich:
Moi przyjaciele zniknęli Moja rodzina zginęła Mój czas stanął Mój czas pędzi Jestem słaba Jestem silna Przegrałam bitwę ale nie Przegrałam wojny Popełniłem błąd i zamierzam go naprawić


Przyznanie się do błędu nie jest słabością,
bo tylko najsilniejsi potrafią to zrobić.



Eona
"Patrzeć nie znaczy widzieć"

Mam dziewięćdziesiąt lat

Hejka, to ja Hope. A to takie opowiadanko o życiu... na polski było, ale temat do mnie przemawia...
" Mam dziewięćdziesiąt lat"
                Wiem, to było nieuniknione. Ale nawet nie tym się najbardziej martwię. Opowiem Wam moją historię. Choć to przecież nie historia, to życie.
  Siedzę teraz w moim domu. Bardzo pięknym domu, no obrzeżach miasta. Mieszkam tu odkąd pamiętam. Nie oglądam telewizji, choć telewizor stoi w pokoju. Nie gram na pianinie, choć wiem, że mogłabym zagrać. Że dałabym radę. Nie, ja siedzę na białej kanapie, a przede mną, na drewnianym stoliku, który stoi tu od zawsze, ale woogóle nie jest zniszczony, leży siedem zeszytów.
                Nie jestem osobą biedną, nie jestem też specjalnie bogata. Pracowałam jako architekt i menadżer dużej firmy. Dokładnie tak, jak chciał tego mój tata. Nie mam problemów ze zdrowiem, bo dalej staram się uprawiać sporty. Tak naprawdę, teraz dopiero czerpię z tego najwięcej przyjemności. W szkole wymagano ode mnie doskonałego pływania, obserwowano i wystawiano ocenę.
Być może niektórzy z moich znajomych trafili do opieki społecznej, ale sądzę, że wbrew pozorom dajemy sobie  radę lepiej, niż byśmy sądzili kilkadziesiąt lat wcześniej.
                Żyję życiem, które wymarzył sobie mój tata. ale gdzie się podziały moje marzenia? Jako dziecko do nich dążyłam, chciałam tylko być szczęśliwa, wolna. Wszyscy wokół uważali jednak, że powinnam się uczyć. Ja pragnąc osiągnąć to, co sobie wymarzyłam, pisałam dalej. O życiu. Tak było do liceum. I do liceum pisałam i czytałam, wbrew wszystkiemu. Oczywiście też się uczyłam, ale tak na "odczep się". Tak zwana zasada "zzz"; zakuć, zdać, zapomnieć. No, z tym zdawaniem różnie było... Było trudno, ale ja chciałam realizować plan zmierzania do szczęścia.
                Później było liceum i mój tata stwierdził, że muszę się ogarnąć, że on ma tego dość. Postanowił doprowadzić mnie do porządku. Jakoś nie miałam sił już mu się sprzeciwiać.
                I teraz jestem emerytowanym architektem. Nie mam rodziny, ale nie tego żałuję. Bo to zawsze przyjaciele, nie rodzina dawali mi chęć i radość z życia.
                Otwieram pierwszy zeszyt. Jeden z niewielu, w którym pisałam tylko wiersze. Są tam fraszki, ale tylko z gimnazjum i podstawówki, bo później przestałam pisać.  Ale tera, po tylu latach biorę do ręki długopis i znowu zaczynam. Możliwe, że ostatni raz, ale to nie dlatego mam ochotę teraz pisać, już do końca. Chciałabym nadrobić te, jak dla mnie zmarnowane chwile, kiedy musiałam się uczyć jak udawać perfekcję.
                Te dwa wiersze siedziały mi w głowie już od bardzo dawna. Jeden jest z czasów szkolnych, drugi może trochę bardziej dzisiejszy. Choć to przecież nie ma znaczenia, i tak spotka ich ten sam los co książki. Nie zostaną spełnione. (...)
Odkładam zeszyt i długopis. Wstaję.
                  Czasami, nawet bardzo często, zastanawiam się co by był, gdyby moje życie inaczej się potoczyło, na przykład gdybym była poważnie chora. A jednak tak nie jest, a moim jedynym cierpieniem są prześladujące mnie niespełnione marzenia. I tęsknota, za czymś czego nigdy nie było. Tak już chyba pozostanie...

poniedziałek, 12 października 2015

Hope


To znowu ja, Hope. Nic nie widać tym kolorem, prawda? Eh.. przejdę na czarny. Pomyślałam, że ja też napisze coś o sobie. 
Mam czternaście lat i bzika na punkcie książek. Czytam, piszę o wiele więcej niż czytam... a czytam duuużo. Byłam harcerką, jednak teraz niestety ograniczam sobie hobby. Oprócz mojej największej pasji mam też dużo innych. Kocham rysować. Szkicuję, rysuję na jednej ósmej lekcji. No cóż... pięć ósmych spędzam na pisaniu, a pozostałe dwie na czytaniu ( nie podręczników!!) i... eh no uczeniu się. Nie wstydzę się za bardzo swoich złych ocen. Najważniejsze jest dla mnie spełnianie marzeń i dążenie do szczęścia. Często nie myślę za nim coś zrobię, lubię "iść na żywioł", często odstraszam innych dlatego, że ostatnio mam dość ukrywania, że coś jest nie tak. Nienawidzę rutyny i naprawdę kocham szaleć... żyć. Tak więc jestem zbuntowaną pisarką :).
Kiedyś najchętniej czytałam fantasy, ostatnio "zeszłam na ziemię'. Lubię poruszać tematy problemów i  prawdziwego życia nastolatków. W takiej tematyce też piszę. 

I jeszcze wiersze.... od razu ostrzegam niektóre podobno są nieco depresyjne :)

"I bardzo powoli dotykam do dna,
  Już wiem, zostanie po mnie łza.
  I za wszystkie błędy, nowe i stare,
  Poniosę odpowiednią karę.
  I wołam do każdego z Was- przytul!
  Daj mi odrobinę swojego bytu."

Pisanie jest to pasja, dzięki której, jak to mówię mogę "żyć, a nie istnieć". Dlatego też, przyjaźń i książki są moim całym życiem.

 

niedziela, 11 października 2015

Burza

Hej, z tej strony Burza, a z racji, że pisze ten post sama, odpuszczę sobie kolorek. Tak lepiej. No powinnam opowiedzieć coś o sobie, nieprawdaż? Cóż wybiła mi już 14, druga klasa gimnazjum. Jestem.... łagodnie to można nazwać marzycielką, a ostro wariatką.
Mam sarnie oczy.
Najważniejsza rzecz na świecie, to... przyjaciele ( i słodycze ;) )
W wolnych chwilach piszę, czytam i szkolę mojego psa. Oraz się uczę.
Uwielbiam obserwować różne style pisania różnych ludzi. Każdy ma własny. Gdy przepisywałam książkę Hope, zauważyłam, że często miałam ochotę coś zmienić, albo dopisać (nie martw się Al, nie zrobiłam tego ;) ). Najlepszym przykładem jest John Green. Jego styl ma w sobie coś.... niesamowitego. Uwielbiam jego twórczość, a język w którym pisze ma w sobie coś takiego... nieziemsko nieuchwytnego, co nadaje jego książkom niepowtarzalnego wydźwięku. Z resztą kto nie słyszał o sukcesie "Gwiazd naszych Wina".
Co jeszcze i mnie?
Nie lubię się malować. Choć niedawno miałam na twarzy makijaż, ale to było na SPECJALNĄ okazję.
Kocham książki takie jak...
Harry Potter (klasyk)
Zwiadowców (ta jest z podpisem Johna Flanagana<3)
I Eragona (podziwiam go za wydanie bestsellera w wieku 15 lat, to taki mój..idol)
Fotografuję amatorsko. 
Mieszkam w Krakowie. 
Chce spróbować wszystkiego i zobaczyć wszystko. Żeby na końcu, nie żałować.
Jestem sobą, tak po prostu (mimo, że to banalne). 
No, mam nadzieję, że waszą ciekawość zaspokoiłam. A może wierszyk na koniec. 

"Myślę o życiu w maleńkiej trawie
Wietrze co smętne wygrywa żale
Drzewom, dającym cienie w upale
Choć, może jedno z nich Ci opowie
O tym, co dziś chodziło mi po głowie"
Mojego autorstwa, no ale Hope pisze lepsze mimo wszystko. Ma dłuższy staż. Chyba tyle. Pogrzebię, może wam dam jakieś opowiadanie. O chyba burza idzie za oknem. No, ale ta Burza się z wami żegna.

"Sarni oczy, sarni słuch"
Kolega Burzy o Burzy

sobota, 10 października 2015

Write for.... us!

Hej, jestem Burza
,ja Alexandra Hope, a ja Eona. Jesteśmy młodymi pisarkami z ciekawymi pomysłami, nieprzeciętnym podejściem do życia, szalonymi myślami i wielkimi marzeniami.
 (Wielkie słowa ;) Jesteśmy po prostu dziewczynami z pasją.
Każda z nas coś pisze. Projekty na większą skalę (KSIĄŻKI!) , ale nie tylko. Wiersze, piosenki, opowiadania, czasami i nawet scenariusze. Serio? Zdarzało się. Stworzyłyśmy tego bloga by móc dać upust naszej wenie twórczej i pokazać innym nasz światopogląd. 

Bardzo różnimy się od siebie  Noo i to jak !, ale łączy nas wspólne marzenie. Wszystkie chcemy wydać nasze książki. Ja mojej jeszcze nie skończyłam. Moja też się tworzy. A ja skończyłam. :) To jest kolejny powód dla którego zakładamy tego bloga. Chcemy by o nas i o naszej twórczość usłyszało jak najwięcej osób! Do was należy tylko częste jej odwiedzanie, komentowanie i przesyłać znajomym. Im więcej osób zobaczy to tym lepiej. Liczymy na was. Jeśli przeczytacie naszego bloga, to super! Powiedzcie innym. Przekażcie im, że marzymy o napisaniu i wydaniu naszych książek. Komentarz mile widziany :).

Pewnie zastanawiacie się po co te pseudonimy. Nie chcemy się ujawniać, prywatność i te sprawy. No i mamy ku temu inny, szczególny powód, ale to potem. Jednak, może najpierw się wam pokażemy.
Je suis Burza.


Ja, Eona.


No i oczywiście Alexandra (pozwolę sobie skracać do Alex) Hope



Mamy nadzieję, że zaspokoiłyśmy waszą ciekawość odnośnie naszego wyglądu. Odwiedzajcie i komentujcie, a będzie wam dane... więcej książek!