Nie bądź lama!

Ty, tak ty, kimkolwiek jesteś i na ten blog zawitałeś!
Być może, coś źle kliknąłeś, być może Ci się nie chce...,
Ale zostaw komentarz, to uraduje me serce
Wasze komentarze motywują nas do działania i pomagają! Więc daj komka, nie bądź lama!

środa, 21 października 2015

Szkolne Przemyślenia Burzy

Moja pani w podstawówce zawsze używała pojęcie radosnej twórczości w negatywnym kontekście. Ale nauczyciele chyba tak mają. Napiszesz to z minimum 200 słów, a maximum 400 i dostaniesz 5. Albo 4. Albo 3, w zależności od tego ilu epitetów i użyjesz i jak bardzo przekroczyłeś limit słownictwa (mój przypadek). Ludzie wy naprawdę musicie wszystko oceniać? Musi być wszystko wpisane w rubryczkę, każdy kont i słówko na właściwym miejscu.
-Tak Jasiu, musisz wiedzieć co to jest przydawka, nawet jeśli po huj ci to w realnym życiu...
No serio, systemie nauczania. A tak mnie wzięło, bo niedawno był Światowy Dzień Nauczania i mnie pierwiastki wkurzyły. Ale od początku...

Zacznijmy od absurdu matematyki... (znienawidzony przedmiot, gotujcie się na hejt).
Ekhem, rozumiem, że matematyka jest potrzebna. Niektórym jej nauka sprawia radość, a niektórym nie. Tylko, no cóż, ja jestem osobą, która jak w czymś nie widzi sensu, to sobie możesz człowiecze już iść, bo ja za Niebo i Ziemię nie będę chciała tego robić. I tak toczę bitwę z systemem nauczania. I wytłumaczcie mi absurd. Po jakiego mi potęgi w życiu codziennym? Po jakiego grzyba pierwiastki, nie wspominając o innych dziwactwach, które dopiero na mnie czekają. Chociaż, nie. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć. W końcu matematyka, królowa wszystkich nauk i te sprawy. Jednak chemia, geografia i fizyka już naraziły się na mój brak tolerancji. Po pierwsze, po grzyba to mi w codziennym życiu. Przecież czy ja muszę wiedzieć, że to co teraz wykonuje to jazda ruchem jednostajnym, przyspieszonym, by prowadzić samochód? Po drugie, wydaje mi się, że nie wszystkich to interesuje, wiecie? Okej, podstawówka, tu jeszcze rzadko kto wie, co chce robić, ale już gimnazjum to co innego. Według mnie przedmiotami obowiązkowymi powinny być polski, matematyka, angielski, drugi język obcy i może historia oraz WOS. WOS-u nie lubię, ale on się przydaje we prawidłowym funkcjonowaniu w społeczeństwie, historia to chyba warto wiedzieć co i jak było zanim się urodziłeś, a matemtyki i polskiego chyba wam tłumaczyć nie muszę (choć i tak jestem za wycofaniem potęg oraz pierwiastków z systemu nauczania). A co z pozostałymi przedmiotami? Uczeń posiadałby prawo do wybrania sobie przedmiotów których chciałby się uczyć, miałby podane godziny itp. Oczywiście, jakby się już decydował to musiałby przychodzić dostwawałby oceny itd. A wszystkie przedmioty byłyby obowiązkowe tylko przez pierwszy rok. Dobra, ale te rozważania zostawmy ministrom i zadajmy sobie pytanie, o co w ogóle chodzi w tym poście? Już tłumaczę.

Każdy z nas, codziennie ugania się za szkołą, zadaniami domowymi, wkuwa do głowy dane, których i tak nie zapamięta, uczy się niepotrzebnych formułek, tylko po to, by po latach siedzieć ze swoim dzieckiem o 23 przy biurku, zastanawiając się jak się wyliczało pierwiastek z dwóch. Mnie zastanawia to, ile czasu poświęcamy szkole, ocenom, kartkówkom, które i tak nigdy nam się potem nie przydadzą. Czy w przyszłości będzie KOGOKOLWIEK interesowało, że miałam 5 klasie świadectwo z paskiem? Nie. Czy komuś pomoże fakt, że miałam 5 z biologii na koniec roku? Nie. Czy fakt iż otrzymałam 6 z polskiego może zaważyć na losach świata? Odpowiedź przecząca. Tak więc, na co my tracimy czas? Wiele nerwów wyprułam sobie, martwiąc się szkołą, ocenami i tego typu głupotami. Zapomniałam, że lepiej mieć priorytety. Niedawno robiłam prezent dla koleżanki. Nie spałam do 2 i olałam zadanie na matematykę oraz angielski (takie życie na krawędzi, że po prostu... xD), a jak się koleżanka w szkole spytała czemu niczego nie odrobiłam odparłam, że mam priorytety. Jak pewnie wam wiadomo pisze książkę, ale ostatnio mam coraz większe problemy z regularnym pisaniem... W sumie zawsze je miałam, ale teraz nie potrafię wynaleźć nawet chwili na pisanie. To się robi irytujące. Dlatego uznałam, że nie warto się tak wszystkim przejmować. Po prostu czasami warto kopnąć to wszystko w kąt, olać konsekwencję, zaparzyć herbatę i resztę popołudnia przesiedzieć, czytając książkę. tego wam zresztą życzę ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz