Hejka, dzisiaj popiszę trochę o moich inspiracjach.
Z którymi zawsze, ale to zawsze miałam ogromny problem. Aż do teraz. Pierwszą książką, a raczej serią, w której się totalnie zakochałam były "Dary Anioła" i "Diabelskie Maszyny" Cassandry Clare. Zakochałam się w postaciach, w historii, a całość przykryła jeszcze wspaniała wyobraźnia autorki.
Najbardziej oszalałam, bo tego nie można inaczej nazwać, na punkcie James'a Carstairs'a, delikatnego skrzypka, Nocnego Łowcę z serii "Diabelskie Maszyny". Motyw umierającego muzyka o czarnych włosach, zielonych oczach i spokojnym, pogodnym temperamencie. Nie potrafiłam napisać o jakiejkolwiek postaci, która nie miałaby na imię Jem.
Moje pierwsze opowiadanie było historią upadłego anioła-wojowniczki, która zakochuje się w tajemniczym skrzypku, którego widzi pewnego dnia w muzycznej uczelni. Oczywiście musi się okazać, że James Kenderick jest ciężko chory, wręcz umierający, po tym jak w dzieciństwie wpił krew demona. Akcja toczy się w naprawdę nudnym romansie, z tragicznym finałem.
Teraz jednak tworzę samodzielnie i jestem milion razy bardziej zadowolona z efektów. Tak wiem, ta skromność :). Ale oczywiście też się inspiruję, chyba nie da się pisać i czytać, a jednocześnie nie inspirować. Smutne. Jednak zamiast fantasy, piszę teraz o ludzkich problemach, coś w rodzaju "Wybranych"- Nocnej Szkoły C.J. Daugherty oraz "Hopeless" Collen Hoover.
Jeśli chodzi o "Wybranych" całkowicie pochłonęła mnie myśl o napisaniu książki o szkole dla młodzieży z trudnościami, ale oczywiście tylko to jest podobne, no i może trochę charakter głównej bohaterki. Ale spokojnie nie zerżnęłam całej fabuły.
Jest jeszcze cudowne "Hopeless" gdzie też zakochałam się się w akcji i wciągnęłam w sytuację bohaterów. Ale o tym i o tym napiszę następnym razem...
Najbardziej oszalałam, bo tego nie można inaczej nazwać, na punkcie James'a Carstairs'a, delikatnego skrzypka, Nocnego Łowcę z serii "Diabelskie Maszyny". Motyw umierającego muzyka o czarnych włosach, zielonych oczach i spokojnym, pogodnym temperamencie. Nie potrafiłam napisać o jakiejkolwiek postaci, która nie miałaby na imię Jem.
Moje pierwsze opowiadanie było historią upadłego anioła-wojowniczki, która zakochuje się w tajemniczym skrzypku, którego widzi pewnego dnia w muzycznej uczelni. Oczywiście musi się okazać, że James Kenderick jest ciężko chory, wręcz umierający, po tym jak w dzieciństwie wpił krew demona. Akcja toczy się w naprawdę nudnym romansie, z tragicznym finałem.
Teraz jednak tworzę samodzielnie i jestem milion razy bardziej zadowolona z efektów. Tak wiem, ta skromność :). Ale oczywiście też się inspiruję, chyba nie da się pisać i czytać, a jednocześnie nie inspirować. Smutne. Jednak zamiast fantasy, piszę teraz o ludzkich problemach, coś w rodzaju "Wybranych"- Nocnej Szkoły C.J. Daugherty oraz "Hopeless" Collen Hoover.
Jeśli chodzi o "Wybranych" całkowicie pochłonęła mnie myśl o napisaniu książki o szkole dla młodzieży z trudnościami, ale oczywiście tylko to jest podobne, no i może trochę charakter głównej bohaterki. Ale spokojnie nie zerżnęłam całej fabuły.
Jest jeszcze cudowne "Hopeless" gdzie też zakochałam się się w akcji i wciągnęłam w sytuację bohaterów. Ale o tym i o tym napiszę następnym razem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz