" Mam dziewięćdziesiąt lat"
Wiem, to było nieuniknione. Ale nawet nie tym się najbardziej martwię. Opowiem Wam moją historię. Choć to przecież nie historia, to życie.Siedzę teraz w moim domu. Bardzo pięknym domu, no obrzeżach miasta. Mieszkam tu odkąd pamiętam. Nie oglądam telewizji, choć telewizor stoi w pokoju. Nie gram na pianinie, choć wiem, że mogłabym zagrać. Że dałabym radę. Nie, ja siedzę na białej kanapie, a przede mną, na drewnianym stoliku, który stoi tu od zawsze, ale woogóle nie jest zniszczony, leży siedem zeszytów.
Nie jestem osobą biedną, nie jestem też specjalnie bogata. Pracowałam jako architekt i menadżer dużej firmy. Dokładnie tak, jak chciał tego mój tata. Nie mam problemów ze zdrowiem, bo dalej staram się uprawiać sporty. Tak naprawdę, teraz dopiero czerpię z tego najwięcej przyjemności. W szkole wymagano ode mnie doskonałego pływania, obserwowano i wystawiano ocenę.
Być może niektórzy z moich znajomych trafili do opieki społecznej, ale sądzę, że wbrew pozorom dajemy sobie radę lepiej, niż byśmy sądzili kilkadziesiąt lat wcześniej.
Żyję życiem, które wymarzył sobie mój tata. ale gdzie się podziały moje marzenia? Jako dziecko do nich dążyłam, chciałam tylko być szczęśliwa, wolna. Wszyscy wokół uważali jednak, że powinnam się uczyć. Ja pragnąc osiągnąć to, co sobie wymarzyłam, pisałam dalej. O życiu. Tak było do liceum. I do liceum pisałam i czytałam, wbrew wszystkiemu. Oczywiście też się uczyłam, ale tak na "odczep się". Tak zwana zasada "zzz"; zakuć, zdać, zapomnieć. No, z tym zdawaniem różnie było... Było trudno, ale ja chciałam realizować plan zmierzania do szczęścia.
Później było liceum i mój tata stwierdził, że muszę się ogarnąć, że on ma tego dość. Postanowił doprowadzić mnie do porządku. Jakoś nie miałam sił już mu się sprzeciwiać.
I teraz jestem emerytowanym architektem. Nie mam rodziny, ale nie tego żałuję. Bo to zawsze przyjaciele, nie rodzina dawali mi chęć i radość z życia.
Otwieram pierwszy zeszyt. Jeden z niewielu, w którym pisałam tylko wiersze. Są tam fraszki, ale tylko z gimnazjum i podstawówki, bo później przestałam pisać. Ale tera, po tylu latach biorę do ręki długopis i znowu zaczynam. Możliwe, że ostatni raz, ale to nie dlatego mam ochotę teraz pisać, już do końca. Chciałabym nadrobić te, jak dla mnie zmarnowane chwile, kiedy musiałam się uczyć jak udawać perfekcję.
Te dwa wiersze siedziały mi w głowie już od bardzo dawna. Jeden jest z czasów szkolnych, drugi może trochę bardziej dzisiejszy. Choć to przecież nie ma znaczenia, i tak spotka ich ten sam los co książki. Nie zostaną spełnione. (...)
Odkładam zeszyt i długopis. Wstaję.
Czasami, nawet bardzo często, zastanawiam się co by był, gdyby moje życie inaczej się potoczyło, na przykład gdybym była poważnie chora. A jednak tak nie jest, a moim jedynym cierpieniem są prześladujące mnie niespełnione marzenia. I tęsknota, za czymś czego nigdy nie było. Tak już chyba pozostanie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz