Upadam na kolana. Płaczę, płaczę jak jeszcze nigdy w życiu nie płakałam. To dziwne uczucie; bunt miesza się z żalem, determinacja z poczuciem bezradności. Telefon, który upadł przede mną, widzę niewyraźnie, ostatnia wyświetlona i wysłana wiadomość jest rozmazana.
Dwie minuty temu, dwie minuty temu pomimo wszystkiego dawałam sobie radę, mało tego czułam się najszczęśliwsza na świecie. To uczucie, kiedy śmiejemy się razem tak, że po chwili jest nam tak dobrze, że zapominamy z czego się śmiejemy. Ale śmiejemy się dalej, teraz już ze swojego śmiechu.
Nikogo nie było w domu, może gdyby ktoś był bardziej bym się bała... i bym tego nie zrobiła. Miałam dość siebie, chciałam uciec gdzieś daleko, tam gdzie nikt nie będzie mnie ranił. Ludzie uważają, że jak się ktoś tnie to jest niepoważny, albo, że użala się nad sobą. Nikt nie pomyśli, że nie daje sobie rady, że normalne problemy go przerastają. A może ma się ich aż za dużo?
Ludzie w kółko mówią komuś kto jest smutny, że ma depresje. Nawet nie zdają sobie sprawy jak to boli. A teraz jedno pytanie; dlaczego to my, nastolatki, dziewczyny. Jesteśmy jeszcze dziećmi, a już chcemy umierać mamy depresje... Czy życie naprawdę musi tak wyglądać, że ludzie niszczą innych, tak, że oni już nie potrafią odróżnić przyjaciela ad wroga...
I tu kolejne pytanie; "wroga"? Mamy wrogów, naprawdę? Jak w jakiejś książce fantasy? To jest życie, nie historia. Ludzie nie są jedno kolorowi. Każdy ma w sobie piękne barwy,, ale również i te mroczne. Każdy człowiek ma kilka stron, kilka gorszych, kilka lepszych. Wszystkie są prawdziwe. Nawet przecież, jak pod wpływem emocji udajemy kogoś kim nie jesteśmy, to w tym samym momencie się nim stajemy. Dziwne, prawda?
Nie mamy wrogów, są ludzie, do których czujemy żal, np, słusznie. Ale są i też tacy, którzy za bardzo nam przypominają samych siebie i dlatego nie możemy ich znieść.
Nie wiem czy to prawda, nie mam pojęcia, czy jest to choć jej część, albo czy jest to część kłamstwa...
Dwie minuty temu, dwie minuty temu pomimo wszystkiego dawałam sobie radę, mało tego czułam się najszczęśliwsza na świecie. To uczucie, kiedy śmiejemy się razem tak, że po chwili jest nam tak dobrze, że zapominamy z czego się śmiejemy. Ale śmiejemy się dalej, teraz już ze swojego śmiechu.
Nikogo nie było w domu, może gdyby ktoś był bardziej bym się bała... i bym tego nie zrobiła. Miałam dość siebie, chciałam uciec gdzieś daleko, tam gdzie nikt nie będzie mnie ranił. Ludzie uważają, że jak się ktoś tnie to jest niepoważny, albo, że użala się nad sobą. Nikt nie pomyśli, że nie daje sobie rady, że normalne problemy go przerastają. A może ma się ich aż za dużo?
Ludzie w kółko mówią komuś kto jest smutny, że ma depresje. Nawet nie zdają sobie sprawy jak to boli. A teraz jedno pytanie; dlaczego to my, nastolatki, dziewczyny. Jesteśmy jeszcze dziećmi, a już chcemy umierać mamy depresje... Czy życie naprawdę musi tak wyglądać, że ludzie niszczą innych, tak, że oni już nie potrafią odróżnić przyjaciela ad wroga...
I tu kolejne pytanie; "wroga"? Mamy wrogów, naprawdę? Jak w jakiejś książce fantasy? To jest życie, nie historia. Ludzie nie są jedno kolorowi. Każdy ma w sobie piękne barwy,, ale również i te mroczne. Każdy człowiek ma kilka stron, kilka gorszych, kilka lepszych. Wszystkie są prawdziwe. Nawet przecież, jak pod wpływem emocji udajemy kogoś kim nie jesteśmy, to w tym samym momencie się nim stajemy. Dziwne, prawda?
Nie mamy wrogów, są ludzie, do których czujemy żal, np, słusznie. Ale są i też tacy, którzy za bardzo nam przypominają samych siebie i dlatego nie możemy ich znieść.
Nie wiem czy to prawda, nie mam pojęcia, czy jest to choć jej część, albo czy jest to część kłamstwa...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz