Hej, wygrzebałam ze stosu małe opowiadanie, napisane na lekcjach. Jak się komuś nudzi, może przeczytać
Dedykowanej to pewnej osobie, która zawsze jest przy mnie.
"Powoli żałowałam, że stanęłam w tej kolejce. Żar lał się z nieba niemiłosiernie, a jednak od upragnionego celu dzieliły mnie jedynie dwie osoby. Gbur przy ladzie właśnie kończył podawać lody jakiejś zakochanej parze. Gołąbeczki nawet nie spojrzały na sprzedawcę tylko poszły, wpatrzone w siebie. Parsknęłam, poirytowana. Teraz była kolei matki z trójką dzieci, od których wrzasków puchły mi uszy, choć trzeba było przyznać, że refleks kobiety był zadziwiający. Zamiast na wyjących bachorach, skupiłam się na wyborze smaków. Wahałam się pomiędzy miętą, a wanilią. Moją uwagę odwrócił gardłowy śmiech. Grupka postawnych wyrostków, których na pewno nie chciałabym spotkać w ciemnym zaułku, otoczyła małego, pulchniutkiego chłopca. Pucuś, już cały czerwony na twarzy, biegał pomiędzy dresami, którzy rzucali pomiędzy sobą butelką z wodą, odebraną mu wcześniej. Jeden z oprawców podstawił mu nogę i grubasek rozpłaszczył się na chodniku, powodując salwę śmiechu. Potem jeden z chłopaków trzymający wodę w dłoni, odkręcił ją i wylał na głowę "pucka". Drugi wyrwał plecak z drżących rąk malucha i wytrzepał mu na głowę całą szkolną wiedzę w formacie A4, po czym splunął pogardliwie. Reszta z satysfakcją powtórzyła jego gest, po czym odeszli rechocząc i zataczając się.
Dedykowanej to pewnej osobie, która zawsze jest przy mnie.
"Powoli żałowałam, że stanęłam w tej kolejce. Żar lał się z nieba niemiłosiernie, a jednak od upragnionego celu dzieliły mnie jedynie dwie osoby. Gbur przy ladzie właśnie kończył podawać lody jakiejś zakochanej parze. Gołąbeczki nawet nie spojrzały na sprzedawcę tylko poszły, wpatrzone w siebie. Parsknęłam, poirytowana. Teraz była kolei matki z trójką dzieci, od których wrzasków puchły mi uszy, choć trzeba było przyznać, że refleks kobiety był zadziwiający. Zamiast na wyjących bachorach, skupiłam się na wyborze smaków. Wahałam się pomiędzy miętą, a wanilią. Moją uwagę odwrócił gardłowy śmiech. Grupka postawnych wyrostków, których na pewno nie chciałabym spotkać w ciemnym zaułku, otoczyła małego, pulchniutkiego chłopca. Pucuś, już cały czerwony na twarzy, biegał pomiędzy dresami, którzy rzucali pomiędzy sobą butelką z wodą, odebraną mu wcześniej. Jeden z oprawców podstawił mu nogę i grubasek rozpłaszczył się na chodniku, powodując salwę śmiechu. Potem jeden z chłopaków trzymający wodę w dłoni, odkręcił ją i wylał na głowę "pucka". Drugi wyrwał plecak z drżących rąk malucha i wytrzepał mu na głowę całą szkolną wiedzę w formacie A4, po czym splunął pogardliwie. Reszta z satysfakcją powtórzyła jego gest, po czym odeszli rechocząc i zataczając się.
-Wybierasz, czy nie? - z obserwacji wytrącił mnie gbur, który z rożkiem w ręku, patrzył na mnie nieżyczliwie. Przeniosłam swój wzrok z powrotem na listę smaków. Chyba wezmę miętę."
"Patrzeć, nie znaczy widzieć"
by Eona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz