Hejka to ja Eona... Zwykle denerwują
mnie tematy prac szkolnych, nigdy nie wiadomo co napisać i czy spodoba się
pani, jaka będzie ocena... Za zwyczaj nie jestem zadowolona z prac, które
oddaje, ale ostatnio stwierdziłam, że mogę być dumna z tego co napiszę i nie
ważne co pani powie... Oto rezultat, co sądzicie?
„Długa droga
- moje największe zwycięstwo”
Jestem tu już
rok. Rok temu po powrocie do domu ujrzałam policyjny radiowóz. Powiedzieli
"Nie żyją, zginęli w wypadku samochodowym".
Z późniejszych
dni niewiele pamiętam. Jakieś puste sale, białe ściany, jasno jarzące się
lampki, ludzie w szpitalnych ubraniach, przytłumione głosy.
Spędziłam wiele tygodni płacząc w poduszkę.
Wszyscy
mówili: "To powinno się już skończyć", " Przecież minęło już
wystarczająco dużo czasu"
Nie
mieli jednak pojęcia o tym, przez co przechodziłam, pod naciskiem ich wyzwisk i
ciągłych plotek, przestałam płakać. Mój ból rósł we mnie. Byłam jak tykająca
bomba, którą wystarczy dotknąć, by wybuchła i zniszczyła wszystko wokół siebie.
Przylgnęło do mnie przezwisko "wariatka".
Dni
są takie same. Każdy, kto jest tu dłużej, przestaje je liczyć. Siedzę w kącie
mojego pokoju. Nie mogę spać. Dręczą mnie koszmary, a w nich moi rodzice giną.
Zawsze.
Zaczynam zapominać ich twarze, tembr głosu.
Przeraża mnie to. Boję się wszystkiego.
Zasypiam.
***
Budzę się na podłodze, skostniała z
zimna. Wyjątkowo udało mi się przespać całą noc. Przez okno wpadają promienie
porannego słońca. Patrzę na zegar. Jest 6:30. Opieram głowę o ścianę i zamykam
oczy. Widzę obrazy, te same co zawsze. Ich śmierć przedstawiona na miliony
sposobów. Z przerażeniem zrywam się z podłogi. Dyszę ciężko. Już nigdy nie będę
mogła spokojnie zamknąć oczu.
Była
siódma kiedy usłyszałam ciche pukanie. Nie odpowiedziałam. Jak zwykle. Drzwi
rozchyliły się lekko, ujrzałam starszego mężczyznę, był ubrany na biało, jak
wszyscy tutaj. "Znów ktoś przyszedł, będzie pewnie czegoś chciał "
-Mogę wejść? - zapytał. Jego głos był
spokojny. Milczałam. Wszedł do pokoju i delikatnie zamknął za sobą drzwi.
-Chciałbym porozmawiać - powiedział.
Znów nie odpowiedziałam.
-Nazywam się doktor Lunel. Będę...
Przez godzinę coś opowiadał. Ja tylko
siedziałam, a w głowie miałam pustkę, nic z tego, co mówił nie docierało do
mnie. Następnego dnia przyszedł inny, a potem kolejny i jeszcze jeden. Każdy
działał tak samo i każdy otrzymał ode mnie tyle samo uwagi. Nie wypowiedziałam
ani słowa.
Tej
nocy znów dręczyły mnie koszmary, budziłam się niezliczoną ilość razy mokra od
potu, z krzykiem na ustach. Nad ranem dałam sobie spokój z próbami zaśnięcia,
siedziałam tylko na łóżku z szeroko otwartymi oczami. Starając się nie myśleć.
Nie myśleć o nich.
***
Gdy
się ocknęłam, zobaczyłam nad sobą lekko pomarszczoną twarz kobiety. Była to
starsza pani uśmiechająca się do mnie promiennie.
-Hej! Nazywam się Barbara, ale możesz
mówić do mnie Baśka. A ty jak masz na imię?
Nieznacznym ruchem ręki wskazałam na
swój podkoszulek, był to standardowy T-shirt. Dostałam go na początku mojego
pobytu tutaj. Litery trochę już wyblakły, ale dało się odczytać moje imię.
Dominika. -Dominika, tak? - wpatrzyłam się w
ścianę. -Czym się interesujesz ? - powinnam być
na nią zła, ignorować ją, tak jak robiłam to z innymi, a jednak pokazałam jej
jak mam na imię. Tylko czemu? -Ja na przykład uwielbiam góry.
Kiedyś... - słuchałam jej, choć chciałam wierzyć, że jest inaczej. Opowieść
była ciekawa, momentami zabawna. Gdy mówiła, pierwszy raz od bardzo dawna
poczułam coś. Szczęście.
***
Pierwszy raz od Ich śmierci miałam sen
który nie był koszmarem.
Pierwszy raz od Ich śmierci uśmiechnęłam
się.
Pierwszy raz od Ich śmierci wyjrzałam
przez okno, a widok zachwycił mnie.
Pierwszy raz od Ich śmierci, odezwałam
się.
Pierwszy raz, pierwszy raz byłam
naprawdę szczęśliwa.
Dzięki niej.
***
Kobieta
przychodziła do mnie codziennie. Czasem opowiadała coś czasem milczała. Była
jedyną osobą, z którą rozmawiałam, przy niej czułam się bezpiecznie i mogłam
zamknąć oczy, nie widząc katastrofy. Wreszcie miałam "mamę".
Kiedyś
zabrała mnie do parku. Długo rozmawiałyśmy, patrzyłyśmy na zachód słońca, a ja
chciałam zachować ten obraz w pamięci. Na zawsze. W drodze powrotnej zapytała
mnie o rodziców. Wtedy po raz pierwszy opowiedziałam komuś swoją historię - Ich
historię.
Zaczęłam
od dnia, w którym zginęli. Potem o snach, koszmarach, o ludziach, którzy
przezywali mnie, o chłopaku z mojego gimnazjum, o starszej siostrze, o
marzeniach związanych z jazdą konną. Mówiłam, mówiłam, mówiłam, a wraz ze
słowami ulatywał ból, smutek, cierpienie i strach. Opowiadałam o mamie i o tym
jakie dania robiła najlepiej i o tacie który namalował mi na ścianie w pokoju
wielki kwiat. Płakałam i śmiałam się na przemian. Mówiłam chaotycznie, ale
wiedziałam, że ona mnie słucha . Kiwała głową ze zrozumieniem. Czułam, że ma
świadomość jakie to trudne zwierzać się z takich rzeczy, więc nie przerywała.
Kilka
dni później Baśka zaproponowała, abym spotkała się z siostrą - Natalią.
Zgodziłam się. Minęły dwa lata odkąd ją
ostatnio widziałam.
Idę
właśnie na spotkanie, jestem dobrej myśli, dzięki wsparciu Baśki i innych ludzi
z ośrodka dla umysłowo chorych, w którym przebywałam, czuję się silniejsza.
Myślę,
że przede mną jeszcze długa droga, lecz zwyciężę i będzie to największe
zwycięstwo mojego życia.
"Istnieć, nie znaczy żyć"
by Hope
Eona